Już godziny  dzielą nas od rozpoczęcia najbardziej prestiżowego turnieju w skokach narciarskich. 63. Turniej Czterech Skoczni czas zacząć! Kto odfrunie najdalej? Czy pogoda dopisze? Czy któryś z zawodników wyrówna legendarny wyczyn Svena Hannawalda? Pierwsze odpowiedzi już w ten weekend.

Choć Turniej Czterech Skoczni  jest wiekową imprezą – pierwszy konkurs TCS wystartował 63 lata temu, to wciąż, a raczej coraz bardziej rozpala wyobraźnie zawodników i kibiców. W tym wyjątkowym cyklu nie gra sam sport – to coraz lepsza oprawa, intratne nagrody, pieniądze, ale przede wszystkim prestiż. U kibiców tradycja śledzenia zmagań skoków narciarskich na TCS zakorzeniła się tak głęboko, że wielu nie wyobraża sobie pożegnania starego i powitania nowego roku bez towarzystwa skoczków. 63. Turniej Czterech Skoczni rozpocznie się już  w tę niedzielę konkursem w niemieckim Oberstdorfie, ale zanim zawody – przed nami sobotnie kwalifikacje, które nie tylko zapewnią udział w konkursie, ale również zdecydują o rozstawieniu w systemie K.O.

Areny rywalizacji

Simon Amman jest rekordzistą skoczni w Garnisch-Partenkirchen.
Źródło: Duncan Rawlinson/Creative Commons

Skakanie zaczynamy we wcześniej wspomnianym niemieckim Oberstdorfie, a areną zmagań będzie skocznia Schattenbergschanze. Kolejnym przystankiem rywalizacji skoczków będzie Große Olimpianschanze ulokowana w Garmisch-Partenkirchen. Jest to nowy obiekt, zbudowany na gruzach skoczni, która pamiętała Igrzyska Olimpijskie z 1934 roku. Teraz jest to nowoczesna arena posiadająca wszystko co niezbędne, by daleko latać – rekordzistą obiektu jest Simon Amman, który w 2010 roku poszybował na nim na odległość 143,5 metra.

Po dwóch konkursach w Niemczech rywalizacja przenosi się na austriackie skocznie. 63. Turniej Czterech Skoczni swoją trzecią odsłonę rozpoczyna na skoczni Bergisel w Innsbrucku. Rodzinna skocznia dwukrotnego zwycięzcy TCS – Gregora Schlierenzauera w zeszłym roku była kapryśna poprzez pogodę, przez którą w drugiej serii przerwano rywalizację, ale zarówno szczęśliwa dla sensacyjnego zwycięzcy – Anssi Koivuranty, który odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo. Na Bergisel wciąż najdłuższym skokiem od 2002 roku jest ten, oddany przez Svena Hannawalda na odległość 134,5 metra. Konkursowa walka TCS zakończy się w Bischofshofen na obiekcie Paul-Ausserleitner-Schanze.

Ciekawostki

Turniej Czterech Skoczni ma tak długą tradycję, że w ciągu tych wszystkich lat zdołało uzbierać się kilka ciekawych sytuacji. Ten prestiżowy cykl sam w sobie jest na tyle wyjątkowy, że nawet rządzi się własnymi prawami arbitrażowymi. Oto kilka tego typu ciekawostek:

  • Jedynym zawodnikiem w historii skoków narciarskich, który wygrał wszystkie cztery konkursy Turnieju Czterech Skoczni wciąż pozostaje Niemiec Sven Hannawald.
  • Adam Małysz w sezonie 2000/2001 zwyciężając TCS, miał rekordowe 104,4 punktów przewagi nad drugim w klasyfikacji Janne Ahonenem.
  • Tylko w rywalizacji na Turnieju Czterech Skoczni stosuje się system K.O. (w pierwszej rundzie konkursu zawodnicy zostają podzieleni na pary wedle miejsc zajętych w kwalifikacjach – najlepszy skoczek kwalifikacji rywalizuje z 50-tym, drugi zawodnik z 49-tym, trzeci z 48-mym itd. Sportowiec, który uzyska lepszą notę, automatycznie awansuje do rundy finałowej. Dodatkowo awansem premiowanych jest pięciu skoczków, tak zwani „lucky loserzy”, którzy przegrają rywalizację w parach, ale będą mieć najlepsze rezultaty punktowe).
  • Austriaccy skoczkowie nieprzerwanie od sześciu edycji TCS święcą tryumfy na niemiecko-austriackich skoczniach: Thomas Diethart – 2014, Gregor Schlierenzauer – 2013, 2012, Thomas Morgenstern – 2011, Andreas Kofler 2010, Wolfgang Loitzl – 2009.
  • Najwięcej zwycięstw w TCS ma na swoim koncie fiński skoczek Janne Ahonen – pięciokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium rywalizacji.
  • W sezonie 2005/2006 jedyny raz w historii TCS zdarzyło się, by dwóch zawodników ex-aequo było zwycięzcami. Dokonali tego Czech Jakub Janda i Fin Janne Ahonen.

Dla kogo trofeum?

Lider polskiej kadry - Kamil Stoch
Kamil Stoch w locie (źródło: Aktiv I Oslo.no/Creative Commons).

63. Turniej Czterech Skoczni wraz z pierwszym skokiem wywołuje lawinę spekulacji, czy nareszcie któryś z zawodników będzie w stanie powtórzyć sukces Svena Hannawalda. Kandydatów do zwycięstwa jak zwykle jest wielu – Simon Amman, w którego kolekcji brakuje jedynie zwycięstwa w TCS, by być drugim, obok fińskiego mistrza Matti Nykanena zawodnikiem absolutnie spełnionym. Kolejnymi chętnymi do tryumfu są znajdujący się w wysokiej formie Anders Fannemel czy Roman Koudelka, którzy mają już na swoim koncie zwycięstwa w tegorocznej odsłonie Pucharu Świata. W gronie faworytów, jak zwykle typowani są słoweński lider Peter Prevc, norweski „Superman” Anders Bardal, niemieccy zawodnicy – Severin Freund i Richard Freitag oraz doświadczony Noriaki Kasai, który niczym dynamit może odpalić w każdej chwili. W końcu mamy Gregora Schlierenzauera, który po średnim zeszłorocznym sezonie we własnym wykonaniu z pewnością zatęsknił za smakiem zwycięstw, tym bardziej, że Austriacy mają ochotę po raz siódmy z rzędu zatrzymać u siebie trofeum TCS. W tym roku Austriak będzie mieć wsparcie kolegów z kadry – Stefana Krafta i Michaela Hayboecka.

Jak zaprezentują się polscy skoczkowie? Ostatnie starty nie napawają wielkim optymizmem, ale z pewnością i w naszej kadrze w końcu zagoszczą lepsze czasy, tym bardziej, że do gry wraca dwukrotny Mistrz Olimpijski Kamil Stoch, który po feralnej kontuzji stopy zapowiedział udział w TCS. Trudno oczekiwać od lidera kadry, że od pierwszego starty będzie błyszczeć formą, ale spokojnie, 63. Turniej Czterech Skoczni nie jest najważniejszą imprezą sezonu. Misja „Mistrzostwa Świata w Falum” jeszcze przed nami.

1 KOMENTARZ

Zostaw odpowiedź