Zaplecze angielskiej Premier League to prawdopodobnie najbardziej wymagające i męczące rozgrywki ligowe na świecie. Klubem, który świetnie odnajduje się w realiach Championship jest nowy zespół Artura Boruca – AFC Bournemouth, który po 17 kolejkach zajmuje, sensacyjne, drugie miejsce w tabeli – premiowane awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Z czego słynie Bournemouth?

Bournemouth to liczące ponad 100 tys. mieszkańców miasto położone nad kanałem La Manche, na południowym wybrzeżu Wielkiej Brytanii, które jest jednym z najbardziej obleganych miejsc wypoczynkowych i kąpieliskowych w całym kraju. Ten stan zawdzięcza przede wszystkim piaszczystym plażom, a także uprawianiu sportów wodnych, na czele z wind i kitesurfingiem, a także wioślarstwem. Ponadto miasto posiada także dwa zespoły krykieta oraz futbolowe. W ostatnich tygodniach na ustach wszystkich, stanowiąc jednocześnie wizytówkę miasta, jest niespodziewanie klub piłkarski AFC Bournemouth, grający w angielskiej Championship.

Przyjście Boruca i nieprawdopodobna passa

Od czasu wypożyczenia do Bournemouth Artura Boruca (potrwa do stycznia 2015 roku – przyp. red.), popularni „The Cherries” – nazwa wywodzi się od czerwonych strojów, które zakładają piłkarze na co dzień, przeżywają jeden z najlepszych okresów w swoich dziejach. Od 20 września br., kiedy to reprezentant Polski wskoczył do bramki „Boscombe”, ekipa młodego – zaledwie 36-letniego trenera Eddiego Howe’a, notuje niesamowitą serię. Od 9 spotkań są niepokonani w Championship, wygrali aż 7 spotkań i zanotowali 2 remisy. Polski golkiper ma w tej znakomitej passie bardzo duży udział, bowiem w aż 6 meczach zachował czyste konto! AFC Bournemouth było już nawet, przez moment, liderem zaplecza Premier League, a obecnie zajmuje doskonałe – drugie miejsce, z jednym punktem straty do lidera – Derby County. Szerokim echem w zagranicznych mediach odbił się wynik konfrontacji „The Cherries” w wyjazdowej potyczce z Birmingham, wygrany przez Bournemouth w rekordowych rozmiarach, bo aż 8:0! To najwyższe zwycięstwo w historii klubu, a polski golkiper obronił w tym meczu „jedenastkę” wykonywaną przez Paula Caddisa.

AFC Bournemouth doskonale radzi sobie także w Pucharze Ligi Angielskiej, w którym pod koniec października wyeliminowali przedstawiciela Premier League – West Bromwich Albion. Wygrana 2:1 dała historyczny awans do 1/4 finału tych rozgrywek. Dotychczas największym sukcesem angielskiego klubu było zajęcie drugiej pozycji w League One, a więc na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Anglii.

„Polskie” Bournemouth i nagrody miesiąca

Znakomicie w tym nadmorskim kurorcie czuje się Artur Boruc, który od początku swojego pobytu w AFC Bournemouth zbiera świetne recenzje. Od razu po przyjściu do klubu wygrał rywalizację z dotychczasowym etatowym pierwszym bramkarzem, Lee Campem. Dodatkowo Polakowi pomaga z pewnością pokaźnych rozmiarów polska kolonia w liczbie ponad 10 tysięcy ludzi, która zamieszkuje miasto. Ukoronowaniem dobrej gry zespołu popularnego „Borubara” w październiku, był tytuł dla najlepszego menadżera miesiąca dla trenera „The Cherries” – Eddiego Howe’a, a najlepszy snajper zespołu Callum Wilson zdobył tytuł piłkarza miesiąca w Championship.

Do wspaniałej serii zespołu i nagród indywidualnych odniósł się szkoleniowiec Bournemouth, który powiedział:

– „Cieszę się z tej nagrody, bo to oznacza, że mieliśmy dobry miesiąc. Ale z mojego punktu widzenia docenić za to trzeba moich piłkarzy i drużynę. Mówią na to menedżer miesiąca, ale tak naprawdę chodzi tutaj o drużynę miesiąca. Drużyna składa się ze wszystkich: z piłkarzy, ale też z całego sztabu szkoleniowego i wszystkich tych, którzy pracowali na sukces. Mamy naprawdę zgraną grupę ludzi i każdy miał w tym swój udział.”

AFC Bournemouth niczym kopciuszek

Historię AFC Bournemouth można porównać do bajki o kopciuszku. Jeszcze 6 lat temu angielski klub plątał się w League Two, czyli czwartym poziomie rozgrywkowym i miał na koncie 17 ujemnych punktów z powodu bankructwa! W ostatnim czasie zespół dokonał nieprawdopodobnego skoku jakościowego, zaliczając kolejne promocje do wyższych klas rozgrywkowych. Największą zasługę w tej metamorfozie ma obecny trener zespołu, Eddie Howe.

Kim jest Eddie Howe?

Jest to nowoczesny trener młodego pokolenia (były obrońca „The Cherries”), który wyznacza nowe trendy w szkoleniu zespołu, zachowując przy tym własną, spójną filozofię gry. Eddie Howe jest także obdarzony niesamowitą inteligencją emocjonalną. Z zespołem jest na dobre i na złe od końca grudnia 2008 roku, z ponad półtoraroczną przerwą na pracę w Burnley w latach 2011-12. 36-latek po raz drugi objął stery w AFC Bournemouth w październiku 2012 roku i przełamuje kolejne bariery, udowadniając na każdym kroku, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Poza tym Howe jest osobą niezwykle ambitną, a przy tym skromną. Najbardziej znamiennym przykładem takiego zachowania, w dniu powrotu do Bournemouth, kiedy to czuł się jakby wracał do domu, była sytuacja, w której powiedział:

-„W tej chwili nie mam pragnienia zarządzać klubem Premier League. Myślę, że podróż, której doświadczyłem, spowodowała, że doceniam szczęście poza boiskiem i jestem bardzo zadowolony z życia tutaj i z dala od piłki nożnej.”

W ciągu swojej drugiej kadencji zdołał zbudować w Bournemouth młody, utalentowany i głodny zwycięstw zespół, czego efektem jest obecnie pozycja wicelidera Championship. Wizję zespołu i budowę składu oparł na graczach z przeszłością w Premier League. Pod jego skrzydła trafili tacy zawodnicy, jak: Dan Gosling (dawniej Newcastle i Everton), Adam Smith (Tottenham), czy też skrzydłowy Junior Stanislas ( z przeszłością w West Hamie), którzy dobrze czują się w klubie wspartym pokaźnym zasobem gotówki (w wysokości 10 mln funtów), począwszy od 2011 roku, przez właściciela Maxima Demina, rosyjskiego biznesmena, a także handlowca związanego z przemysłem petrochemicznym.

Wysoka pozycja AFC Bournemouth w tabeli Championship z pewnością nie jest dziełem przypadku, a długofalowa i skuteczna praca Howe’a w angielskim klubie może stanowić wzór dla wszystkich zespołów, które w tej chwili nie doświadczyły, a chciałyby przebyć podobną drogę do tej, która stała się udziałem obecnego klubu Artura Boruca.