Przedstawiamy 8 grzechów głównych Wojskowych

Sobotnia porażka w Gdańsku z Lechią – już 8. ligowa w T-Mobile Ekstraklasie – powinna dla Legii Warszawa stanowić sygnał alarmowy i jednocześnie być przestrogą sprzed czterech lat, kiedy to za kadencji Macieja Skorży warszawianie roztrwonili całą przewagę na finiszu rozgrywek i zamiast mistrzostwa Polski musieli przełknąć gorzką pigułkę porażki, ostatecznie kończąc sezon na zaledwie trzecim miejscu. Czy ekipa Henninga Berga ma prawdziwe powody do niepokoju, a może to tylko chwilowy pożar, który zostanie lada dzień ugaszony?

Legia Warszawa wygląda obecnie na zespół bez żadnego skutecznego planu wiodącego do obrony mistrzostwa Polski. Styl gry zespołu jest nieporadny i nie funkcjonuje najlepiej – dominacja na boisku, zaskakujące zagrania, duża mobilność zawodników, celne podania i dynamiczne rajdy skrzydłowych – należą do rzadkości.

W każdym meczu z udziałem Wojskowych w 2015 roku jest mnóstwo chaosu, niecelnych zagrań, koszmarnych pomyłek obrońców oraz niepotrzebnych, głupich fauli, które kończą się często przedwczesnym osłabieniem zespołu. Najlepszymi tego przykładami są czerwone kartki Arkadiusza Malarza (w starciu z Lechem Poznań) czy też Ondreja Dudy (z Lechią Gdańsk).

Gra Legii przez długie fragmenty ostatnich spotkań była bardzo przewidywalna, schematyczna i monotonna. Podopieczni Berga konstruują akcje w ślamazarnym tempie, przeprowadzają je bez pomysłu, błysku, niemal na stojąco, bez świeżości oraz wymaganej zadziorności i determinacji. Ponadto w walce na boisku wśród zawodników nie widać agresji oraz zbyt dużego zaangażowania.

Co prawda legioniści cały czas przewodzą stawce, ale ich przewaga w tabeli z każdą kolejką gwałtownie topnieje. Tylko niefrasobliwości innych rywali Wojskowi mogą zawdzięczać to, że wciąż – trzeba to uczciwie napisać – cudem utrzymują się na pozycji lidera T-Mobile Ekstraklasy.

Z ostatnich 4 ligowych meczów Legia wygrała zaledwie jeden, z przeciętnym Piastem Gliwice 2:0, natomiast niepokoić mogą aż trzy potknięcia – remis z odradzającą się Wisłą Kraków 2:2 oraz dwie wyjazdowe porażki z Lechem Poznań 1:2 i sobotnia z Lechią w Gdańsku 0:1.

Symptomy słabszej formy są widoczne już od początku 2015 roku. Na wiosnę ekipa Berga straciła kompromitującą liczbę 13 punktów, przegrywając aż 3 mecze z zespołami z czołówki. Jest to tym bardziej zastanawiające, że w poprzednich rozgrywkach warszawianie świetnie radzili sobie w starciach z drużynami z górnej części tabeli, a potykali się zdecydowanie rzadziej i w zasadzie tylko z rywalami o dużo słabszym potencjale kadrowym i kilkukrotnie mniejszych budżetach.

Słaba forma Legii tkwi także w przygotowaniu motorycznym. W każdym meczu są wyraźnie zauważalne braki kondycyjne piłkarzy, którzy zdecydowanie odstają od swoich przeciwników, przegrywając z nimi w pojedynkach szybkościowych.

Ponadto ciągle zastanawiają rotacje w składzie warszawian. Wymiana niemal całej jedenastki w meczach z Jagiellonią (1:3) czy też z Koroną (0:0) były bardzo kosztowne. Trener Berg bardzo się do tego przyzwyczaił i jest to dla niego niemal rytuałem, aby wystawiać często zawodników rezerwowych. Takie manewry są dla mnie kompletnie niezrozumiałe i z pewnością nie sprzyjają zgraniu zespołu, utrzymania dobrego poziomu koncentracji, a także wyćwiczenia automatycznych schematów i założeń taktycznych wypracowanych na treningach.

Orlando Sa w starciu z Dariuszem Dudką.
Źródło: oficjalny fanpage Legii na FB, https://www.facebook.com/LegiaWarszawa/photos_stream

Legioniści prezentują również zdecydowanie słabszą dyspozycję, jeśli wziąć pod uwagę formę poszczególnych zawodników. Kupiony za całkiem spore pieniądze, jak na polskie warunki, Michał Masłowski (kosztował 800 tys. euro) wciąż zawodzi i nie może odnaleźć się w ekipie mistrzów Polski. Bardzo słabą rundę wiosenną rozgrywa – kreowany na następcę Miroslava Radovicia – Ondrej Duda. Dodatkowo w środku pola brakuje lidera z prawdziwego zdarzenia, piłkarza zdolnego wziąć na siebie ciężar gry i poderwać kolegów do walki. Mocno spuścił z tonu Tomasz Jodłowiec, który na jesieni prezentował wyborną formę, natomiast na wiosnę jest cieniem samego siebie. Z kolei w ataku więcej powinno się wymagać od Orlando Sa. Portugalczyk cały czas pozostaje najlepszym strzelcem Legii (11 ligowych goli), ale jego chimeryczna forma i marnowanie wielu sytuacji bramkowych sprawiają, że nie cieszy się zbyt dużym zaufaniem trenera Berga. Norweg korzystał z usług napastnika zaledwie 18 razy, z czego aż 12-krotnie snajper zaczynał mecze na ławce rezerwowych.

Kolejnym czynnikiem destabilizującym zespół jest bardzo słaba i nierówna gra obrońców, zła komunikacja na boisku między nimi. Defensorzy mistrza Polski dopuszczają do wielu sytuacji bramkowych, popełniając proste, karygodne błędy, kończące się bardzo często golami rywali. Zatrważająca jest też liczba puszczonych bramek przez Arkadiusza Malarza i Dusana Kuciaka od początku 2015 roku. W sumie bramkarze Legii wyjmowali piłkę z siatki w potyczkach ligowych 9 razy w 8 meczach.

Istotnym elementem i prawdopodobnie kluczowym, który wpłynął destrukcyjnie na cały zespół, niejako rozkładając go od środka, była sprzedaż Miroslava Radovicia – lidera ekipy Berga. Serb wybrał niezwykle atrakcyjną finansowo propozycję chińskiego drugoligowca i zostawił zespół ze stolicy w najważniejszym momencie sezonu. Legia pozbawiona swojego mózgu i kreatora gry, wokół którego wszystko dotychczas się kręciło, cały czas szuka na nowo swojej tożsamości. Według mnie lukę po Radoviciu może być bardzo ciężko załatać. Co więcej jego nieobecność odbija się na zawodnikach mentalnie. Bez swojego najlepszego gracza Legia Warszawa traci jakieś 30-40 proc. jakości.

Decyzje podejmowane przez pomocników mistrza Polski są dziecinnie proste do rozszyfrowania przez kolejne zespoły, a ich zagrania zbyt przewidywalne, przez co nie stanowią żadnej wartości dodanej i nie przynoszą korzyści. Dodatkowo skrzydłowi nie prezentują obecnie odpowiedniego poziomu oraz nie potrafią zaskoczyć rywala czymś „ekstra”.

Na razie nie ma powodów do paniki, bowiem Legia Warszawa cały czas jest liderem T-Mobile Ekstraklasy, ale nawarstwiające się z każdym spotkaniem problemy oraz kolejne wpadki mogą oznaczać pożegnanie się z szansami na obronę mistrzowskiego tytułu. Demony przeszłości odzywają się coraz bardziej. Jedyne rozwiązanie wydaje się leżeć w głowach zawodników i koncepcji trenera Berga. Norweski szkoleniowiec stoi przed nie lada wyzwaniem, aby ponownie naoliwić nieco zardzewiały mechanizm i przywrócić zespół na ścieżkę zwycięstw.

Źródło zdjęcia wyróżniającego: Oficjalny fanpage Legii Warszawa na Facebooku.

1 KOMENTARZ

Zostaw odpowiedź