W środowy wieczór aż do 77. minuty Barcelona nie mogła znaleźć żadnego sposobu, aby sforsować blok obronny Bayernu Monachium i zdobyć choćby jedną bramkę. Na przeszkodzie stawał albo bramkarz Bawarczyków – Manuel Neuer, albo fura szczęścia, która jednak w ostatnim kwadransie ewidentnie opuściła mistrzów Niemiec. Blaugrana pokazała, że jak już się rozpędzi, to nie ma na nią mocnych i prędzej czy później dopnie swego. Szczytowa forma Katalończyków nadeszła w najlepszym możliwym momencie. Cierpliwe, sunące jeden po drugim ataki Barcelony zostały udokumentowane aż 3 golami i bardzo solidną zaliczką przed rewanżem w Monachium. Dlaczego Barcelona tak łatwo rozprawiła się z Bayernem i czy sprawa półfinałowego dwumeczu Ligi Mistrzów jest już kwestią rozstrzygniętą?

Po pierwsze – Leo Messi

Argentyńczyk w ostatnim kwadransie spotkania udowodnił po raz kolejny, dlaczego jest uznawany za jednego z dwóch najlepszych piłkarzy świata. Nie dość, że zdobył 2 kapitalne gole, to zanotował także asystę przy trzecim golu Blaugrany autorstwa Neymara. Argentyńczyk swoimi indywidualnymi zagraniami, ocierającymi się o geniusz, poprowadził Barcę do efektownego zwycięstwa. Ponadto „Atomowa Pchła” popisywała się w przekroju całego meczu sztuczkami technicznymi, wielokrotnie ośmieszając Bawarczyków poprzez drybling i zakładanie im „siatek”.

Po drugie – fatalne błędy Bayernu przy wyprowadzaniu piłki

Strata Bernata zapoczątkowała łańcuszek zdarzeń, które skończyły się dla Bawarczyków koszmarnie. Najpierw Dani Alves odebrał piłkę Hiszpanowi, a następnie podał do Messiego. Atomowy strzał Argentyńczyka zatrzepotał w siatce Neuera. Kolejne minuty były dla Bayernu drogą przez mękę. W końcowych fragmentach spotkania gracze Guardioli ewidentnie nie wytrzymali intensywnego i wysokiego tempa gry, za które musieli słono zapłacić. Przy tym zaczęli wyraźnie odstawać kondycyjnie od ruchliwych i niezwykle dynamicznych zawodników Barcelony. Na boisku Bayern pozostawiał Blaugranie zbyt dużo miejsca i swobody, a zabójcze kontry na wolnej przestrzeni perfekcyjnie skończył Messi (druga bramka) i Neymar (ostatnie trafienie).

Po trzecie – brak siły ofensywnej Bayernu

Monachijczycy nie mieli żadnego pomysłu, aby zdobyć gola, poza jedyną, doskonałą sytuacją, którą zmarnował Robert Lewandowski. Ponadto w całym meczu Bawarczycy nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Andre Ter Stegena. Bayern był pozbawiony ognia i świeżości. Poza tym nie miał w swoich szeregach kontuzjowanych pomocników: Arjena Robbena i Francka Ribery’ego, których brak był aż nadto widoczny na boisku. Jedynym zawodnikiem mistrza Niemiec, który podejmował walkę i starał się nie być tłem dla Blaugrany, był Thomas Mueller. Niemiec nie miał jednak praktycznie żadnego wsparcia ze strony kolegów.

Po czwarte – dynamiczne, na dużej intensywności, momentami wręcz zapierające dech w piersiach ataki Barcelony

Blaugrana stworzyła sobie co najmniej kilka doskonałych okazji do strzelenia gola. Większość akcji Katalończyków napędzał Messi, którego zaangażowanie i pasję widać było na każdym kroku poprzez brawurowe rajdy, podania czy też dryblingi. Barca pokazała niebywałą cierpliwość w dążeniu do celu i strzelaniu kolejnych bramek. Akcje Katalończyków były przeprowadzane cierpliwie, płynnie, z rozmachem i wysoką jakością. Podobać się mogły zagrania z pierwszej piłki, a także wymienność pozycji oraz agresywny pressing, który sprawiał dużo problemów Bayernowi przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy.

Barcelona nie pozostawiła żadnych złudzeń i położyła Bayern na łopatki, a tym razem to Leo Messi wcielił się w nauczyciela i udzielił bolesnej lekcji swojemu byłemu trenerowi Josephowi Guardioli. Katalońska maszyna wprawiona w ruch z każdą minutą funkcjonowała na coraz wyższych obrotach. Wszystkie trybiki w zespole Enrique działały z dużą intensywnością, bez żadnych zgrzytów przez 90 minut. Wynik 3:0 jest najniższym wymiarem kary, a Bayern dzielnie stawiał opór aż do 77. minuty, kiedy to jego defensywa została skruszona niczym berliński mur. Bawarczycy, aby wyeliminować Katalończyków, potrzebują kolejnego cudu w Monachium 13 maja, podobnego do tego, którego byli świadkami w rewanżu z FC Porto (6:0). Trzeba zadać sobie pytanie, czy w ogóle można brać to w tej chwili pod uwagę, patrząc na siłę Barcelony i swobodę, z jaką operowali piłką piłkarze Lusia Enrique na Camp Nou?