Choć wielu pasjonatów sportów motorowych tego nie wie, to zaledwie kilka tygodni temu zakończył się inauguracyjny sezon Formuły E, czyli pierwszej w pełni elektrycznej serii wyścigowej. Czy ekologiczne bolidy to Formuła 1 XXI wieku?

Coś dla ekologów

Gdy większość kibiców sportów motorowych myśli o bolidach, przed oczami ma ryczące „potwory” z dużymi silnikami, które są szybkie, głośne i spalają duże ilości wysokooktanowego paliwa. Emisja CO2 interesuje zespoły i FIA tak samo, jak wzrost gospodarczy Gabonu – może i ktoś to monitoruje, ale bardziej jako ciekawostkę. Jednak jest to sól w oku ekologów. Zdaniem wielu „zielonych” organizacji społeczeństwo jest w ten sposób zachęcane do zaniedbywania ekologicznych nawyków w kwestiach motoryzacyjnych. Jest to pokrętna i dziwna logika, ale taka narracja była na tyle silna, że w 2012 roku zrodził się pomysł utworzenia serii „zero emission”. Tym sposobem w 2014 roku powstała Formuła E.

Bolidy tej serii są całkowicie ekologiczne. Napędzają je tylko silniki elektryczne, które nie emitują dwutlenku węgla. Już bardziej „zielono” się nie da.

To nie meleksy

Wielu osobom samochody elektryczne kojarzą się głównie z wózkami golfowymi, które potocznie są nazywane meleksami. To tego typu pojazdy powoli wkradają się do naszego życia. Wiele koncernów ma już w swojej ofercie auta elektryczne. Nissan ma Leafa, Renault ma Fluence Z.E., a Citroen ma C-zero. Nawet polska firma Solaris już jakiś czas temu zaprezentowała w pełni elektryczny autobus miejski.

Motosport nie może więc pozostawać w tyle. Skoro hybrydy już od kilku lat sprawdzają się w Formule 1, to czemu miałoby się nie udać z bilodami „zero emission”?!

Jednak nie dajcie się zwieść ekologicznym bełkotem. Samochody rywalizujące w Formule E to nie zabawki do jazdy po polu golfowym. Ich silniki osiągają moc 270 KM, co przy wadze całkowitej na poziomie 896 kilogramów zapewnia doskonałe osiągi. Samochody do pierwszej setki rozpędzają się w zaledwie 3 sekundy i osiągają maksymalną prędkość 225 km/h. Nieźle jak na coś, co ładuje się ze zwykłego gniazdka.

Jako ciekawostkę dodajmy, że bolidy Formuły E są niezwykle ciche, gdyż emitują tylko 80 dB. Tym samym są cichsze od tradycyjnych autobusów miejskich napędzanych silnikami diesla.

Ładowanie bolidu Formuły E.
Bolid Formuły E (Źródło: Allyhook/Creative Commons 2.0)

Zasady serii

Formuła E ma promować ekologię i samochody z napędem elektrycznym. Aby to czynić, możliwie najskuteczniej, wszystkie wyścigi odbywają się w… centrach dużych miast. To nie pomyłka! Ani jedno Grand Prix nie odbywa się na zamkniętym torze wyścigowym. Z jednej strony to bardzo ciekawe rozwiązanie, gdyż tory uliczne znacznie podnoszą stopień trudności rywalizacji i tym samym czynią ją ciekawszą. Niestety wyścigi w centrach wielkich metropolii stwarzają poważny problem dla „miejscowych”. Skoro wiele ulic jest wyłączonych z ruchu, to jak dojechać do pracy, szkoły czy sklepu? Jednak FIA rozwiązało ten palący problem. Panowie skompresowali cały weekend wyścigowy do jednego dnia. W praktyce wygląda to w następujący sposób:

  • sesja treningowa – odbywa się rano przed wyścigiem i trwa tylko godzinę. W jej trakcie kierowcy mają do dyspozycji pełną moc bolidów;
  • sesja kwalifikacyjna – jest rozgrywana po krótkiej przerwie, zaraz po treningach. Każdy z kierowców może przejechać tylko 4 okrążenia (czyli dwa „kółka” kwalifikacyjne). Zawodnicy są wypuszczani na tor kolejno, zgodnie z wynikami klasyfikacji po sesji treningowej. Kierowcy znów mają do dyspozycji pełną moc silników;
  • wyścig – odbywa się po krótkiej przerwie po sesji kwalifikacyjnej. Kierowcy rozpoczynają go ze startu zatrzymanego. Każdy z zawodników musi odbyć dwa pit stopy. Moc samochodów jest ograniczona do 202,5 KM, jednak każdy kierowca w czasie trwania wyścigu może raz użyć systemu „FanBoost”, który przez 5 sekund podnosi moc pojazdu do 243 KM.

Miastami-organizatorami wyścigów są: Pekin (Chiny), Putrajaya (Malezja), Punta del Este (Urugwaj), Buenos Aires (Argentyna), Miami (USA), Long Beach (USA), Monte Carlo (Monako), Berlin (Niemcy), Moskwa (Rosja) i Londyn (Wielka Brytania).

Wyścig Formuły E.
Miejskie Grand Prix Formuły E (Źródło: RENAULT SPORT/Creative Commons 2.0).

Zabawne pit stopy

Każdy fan motoryzacji wie, że największym problemem wszystkich samochodów elektrycznych jest ich zasięg. Inżynierowie nie potrafią zbudować akumulatorów, które są w stanie zmagazynować dużo energii. Przy prądzie w grę nie wchodzi także tankowanie, gdyż ładowanie „baterii” zwykle trwa kilka godzin. FIA nie zgodziło się także na stosowanie wymiennych akumulatorów, które mechanicy mogliby wymienić w czasie pit stopu. Jak więc zapewnić kierowcom moc?

Rozwiązanie okazało się nadzwyczaj proste, choć nieco kuriozalne. Kierowcy w czasie wyścigu po prostu zmieniają samochód. Po przejechaniu pewnego dystansu, akumulatory stają się puste, więc każdy z zawodników zjeżdża do garażu, wypina się z pasów i, z pomocą mechaników, przeskakuje do drugiego bolidu. Oczywiście cała operacja odbywa się pod czujnym okiem sędziego, który sprawdza, czy wszystkie procedury bezpieczeństwa zostały zachowane, i czy kierowca m.in. ma zapięte pasy. Zapomnijcie więc o pit stopach rodem z F1, które trwają kilka sekund.

Co ciekawe, kierowcy nie mogą zmienić opon. Ale nie tylko w czasie wyścigu – jeden komplet ogumienia musi wytrzymać cały dzień wyścigowy. Ich dostawcą jest firma Michelin. Nie ma także podziału na mieszanki.