W najbliższej przyszłości kierowcy Formuły 1 mogą być narażeni na ataki ze strony… hakerów! Specjaliści przewidują, że skoro udało się już przejąć kontrolę nad samochodem cywilnym oraz samolotem, to bolidy F1 mogą być następne.

Samochód i samolot już były

Choć dla wielu osób to wciąż brzmi jak fragment scenariusza filmu pod tytułem „Matrix”, to porwanie samochodu i samolotu już dziś jest możliwe. Statki powietrzne już od wielu lat są podłączone do rożnych sieci, które dają pilotom dostęp do wielu ważnych informacji, takich jak prognoza pogody i natężenie ruchu na danym obszarze nieba. Podobnie zaczynają postępować producenci samochodów. Nowe modele mają bezpośredni dostęp do internetu. Dzięki temu możemy w korku przeglądać Facebooka, sprawdzać maile, słuchać internetowego radia oraz wyznaczyć drogę dojazdu dzięki usłudze Google Maps.

Paradoksalnie większość systemów ma nie tylko zapewniać nam rozrywkę, ale także sprawować pieczę nad naszym bezpieczeństwem. Niektóre koncerny tworzą specjalne centrale, które śledzą położenie samochodu oraz monitorują pracę czujników wystrzelenia poduszek powietrznych (tzw. air bagów). Dzięki temu w razie wypadku miła pani sama „zadzwoni” do naszego auta i zapyta, czy nie jest nam potrzebna pomoc techniczna lub lekarska. Dodatkowo, dzięki danym z GPS-u może na bieżąco informować odpowiednie służby o pozycji pojazdu. Jest to bardzo pomocne na przykład w sytuacji, gdy nasz samochód zostanie skradziony.

Niestety podłączenie samochodów i samolotów do internetu niesie ze sobą poważne zagrożenia. Wystarczy zwykły domowy komputer lub laptop, oraz dobry haker, aby w pełni przejąć kontrolę nad maszyną. Niestety nie jest to tylko teoria. Dwóch amerykańskich informatyków – Charlie Miller oraz Chris Valasek, włamali się do komputera pokładowego nowego Jeepa Chryslera. Na szczęście cała akcja miała charakter wyłącznie pokazowy. Panowie Miller oraz Valasek włączali wycieraczki, sterowali radiem oraz samodzielnie hamowali. Całość nagrali i zamieścili w sieci. Informatycy zgodnie twierdzą, że wystarczy dobry specjalista oraz dostęp do internetu, aby powtórzyć ich wyczyn.

Jednak prawdziwy szok wywołał inny specjalista komputerowy. Chris Roberts przejął kontrolę nad… lecącym samolotem! Co prawda dokonał tego siedząc w maszynie, ale to i tak imponujący wyczyn.

Zagrożenie dla Formuły 1

Formuła 1 już wiele lat temu pokochała komputery i bezprzewodowe systemy łączności. Dzisiejsze bolidy na bieżąco wysyłają do inżynierów w garażu dane dotyczące pracy wszystkich systemów. Szacuje się, że w czasie jednego wyścigu gromadzonych jest nawet kilka terabajtów różnych informacji. Przepisy zakazują ingerencji zewnętrznej w jakiekolwiek ustawienia samochodu, lecz nie oznacza to, że nie są one możliwe.

Specjaliści od zabezpieczeń komputerowych z rosyjskiej firmy Karpersky ogłosili niedawno, że ataki hakerskie na bolidy Formuły 1 są nie tylko możliwe, ale także bardzo prawdopodobne. Oznacza to, że wszystkie stajnie muszą zacząć na poważnie myśleć o nowych zabezpieczeniach.

Właściwie po co?

O ile ataki na samoloty czy samochody jesteśmy w stanie jeszcze jakoś zrozumieć, o tyle pojawia się pytanie o sens brania za cel bolidów Formuły 1. Należy pamiętać, że F1 to bardzo popularna seria wyścigowa. Co roku jej zmagania śledzi kilka milionów kibiców na całym świecie. Transmisje z wyścigów są dostępne w najodleglejszych zakątkach świata – od Australii po Amerykę Południową. Tym samym widowisko to staje się łakomym kąskiem dla cyberterrorystów. Jeśli udałoby się im przejąć kontrolę nad samochodem liczącego się zawodnika i doprowadzić do poważnego wypadku, to na sto procent zobaczy to bardzo duża widownia. Daje to spory efekt propagandowy i psychologiczny. A o to chyba właśnie chodzi w terroryzmie.

Wielu specjalistów zwraca jedna uwagę na to, kto wystosował ostrzeżenie. Firma Kaspersky, czyli potężna korporacja zajmująca się tworzeniem systemów bezpieczeństwa w sieci. Być może cała akcja jest tylko zagrywką marketingową. Rosjanie wiedzą, że za Formułą 1 idą wielkie pieniądze. Jeśli uda mi się przekonać szefostwo FIA, że istnieje znaczące i realne niebezpieczeństwo, to można łatwo sprzedać stajniom stosowne (czytaj – drogie) zabezpieczenia.

Rosyjska firma już od kilku lat interesuje się „Królową sportów motorowych”. Jest jednym ze sponsorów teamu Ferrari, a jej banery regularnie pojawiają się na różnych torach. Zatem świat Formuły 1 jest im dość dobrze znany. Ważnym argumentem przemawiającym za podaną przez nas teorią jest fakt, że teoretycznie komputery, które łączą się z bolidami, można odciąć od internetu i tym samym całkowicie wyeliminować możliwość ingerencji hakerów.

Jednak odcięcie się od łączności z siedzibą główną stajni nie jest takie proste. Każdy zespół ma na miejscu kilku inżynierów, którzy analizują co dzieje się z bolidem w czasie rzeczywistym. Jednak największe grono specjalistów nie jest wożone na każde grand prix. Panowie siedzą przed komputerami, wiele kilometrów od miejsca zmagań, i śledzą kondycję podzespołów bolidu. Zatem odcięcie się od internetu będzie równoznaczne ze zrezygnowaniem ze sporej pomocy wybitnych inżynierów.

Bez paniki

Okazuje się jednak, że cała wrzawa w temacie ataków hakerskich na bolidy wywołała znacznie większą burzę wśród dziennikarzy, niż w świecie Formuły 1. Zespoły nie komentują doniesień i zachowują stoicki wręcz spokój. Jednak nie oznacza to, że problemu nie ma. Specjaliści z branży komputerowej są zgodni – taki atak jest teoretycznie możliwy. Pytanie tylko, czy ktoś się na niego odważy? Oby nie!

Jednak po ostatnich złych wiadomościach o śmierci jednego z zawodników – Julesa Bianchiego, raczej nikt nie będzie oszczędzał na bezpieczeństwie. W wielomilionowych budżetach powinny znaleźć się fundusze na nowe oprogramowania do komputerów. Ciekawe jest jednak to, czy któryś z zespołów otwarcie się do tego przyzna.