Polki nie zagrają na Igrzyskach Olimpijskich. Co o tym zadecydowało?

To w Ankarze w 2003 roku narodziła się drużyna „Złotek”. I to właśnie w tym tureckim mieście w 2016 reprezentacja kobiet pod kierownictwem trenera Jacka Nawrockiego (złożona w dużej mierze właśnie ze „Złotek”) pokazała, że możliwości tego pokolenia to dziś za mało, by liczyć się w żeńskiej siatkówce reprezentacyjnej. Nawet w Europie. Szkoda, że nie udało się powalczyć choćby o udział w turnieju interkontynentalnym. Bo szanse na to były.

„Złotka” wystąp! Marsz!

Turniej w Ankrze miał być ostatnią szansą dla grających wciąż zawodniczek z „Złotej” drużyny na pokazanie, że stać je na zrobienie znaczącego wyniku. Aleksandra Jagieło, Anna Werblińska, Sylwia Pycia, Izabela Bełcik, Katarzyna Skowrońska-Dolata wzmocnione Joanną Wołosz (najzdolniejszą rozgrywającą z młodego pokolenia?), Gabrielą Polańską (najwyższą polską środkową) oraz Pauliną Maj-Erwardt miały raz jeszcze wykrzesać z siebie magię z czasów, gdy były najlepsze w Europie. Nie udało się. Te kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich po raz kolejny bezlitośnie pokazały, jak siatkarski stary kontynent uciekł Polsce. Najokrutniej było to widać w spotkaniu z relatywnie młodą drużyną Włoch (prowadzą przez nielubianego przez wiele naszych siatkarek Marco Bonittę). Gdy nasze zawodniczki delikatnie i czasem nieporadnie zbijały kolejne piłki, te kierowały w nasze boisko bomby. Grały bez respektu dla byłych mistrzyń pokazując im miejsce w szeregu (ten sam los spotkał w meczu o trzecie miejsce Turczynki). Widać też było, że możliwości wydolnościowych czy też upływającego czasu nasze reprezentantki nie oszukają. To ukazuje jak bardzo ta reprezentacja potrzebuje dopływu młodej krwi, która wspomogłaby bardziej doświadczone koleżanki.

Zastanawiając się nad wydarzeniami, które miały miejsce w Ankarze, próbuję oszacować co boli bardziej: wynik, który większość przewidziała; czy też fakt, że biało-czerwone dały odrobinę nadziei na sportowy cud. W pierwszych dwóch rewelacyjnych setach z Rosją (mistrzyniami Europy) pokazały, że wciąż wiedzą jak grać razem w siatkówkę. Była walka, zaangażowanie i wiara. Tego wszystkiego zabrakło w kolejnych spotkaniach. Wciąż szukam odpowiedzi na pytanie: co się stało w meczu z solidną, ale przeciętną Belgią? Po naszej stronie siatki, już w pierwszych minutach spotkania, była stypa; u rywalek wesele. Jedno i drugie nie miało uzasadnienia. Wydawało się jakby podopieczne trenera Jacka Nawrockiego wciąż miały w głowie przegraną z Rosją A przecież przegrana 2:3 jeszcze niczego nie przekreślała. Biało-czerwone wciąż miały wszystko w swoich rękach. A na mecz powinny wyjść pamiętając o tych dwóch fantastycznych setach, w których zagrały jak za najlepszych lat. One chyba jedynie rozpamiętywały przegrane partie i fakt, że z powodu kontuzji Joanna Wołosz już nie zagra. Dziwne, że zespół złożony z tak doświadczonych zawodniczek tak zareagował.

Gwiazda naszej reprezentacji nie grała tak dobrze, jak zwykle
Źródło: Katarzyna M. Kozłowska

Patrząc na wydarzenia z Ankary można zastanawiać się na ile bolesna przegrana w Ankarze wynikła ze złej gry zespołu, słabego przygotowania mentalnego, czy też zbyt małej siły ataku względem rywali. Warto jednak zastanowić, czy sztab  trenerski zrobił wszystko, by pomóc drużynie. Od początku pracy Jacka Nawrockiego widać było, że były trener Skry Bełchatów nie lubi dokonywać zmian. Jeśli już do nich dochodziło to często robione były zbyt późno. Wydawało się, że szkoleniowiec wciąż czeka aż jakaś zawodniczka się obudzi niemocy. Na ten zarzut można odpowiedzieć: „a kogo miał wprowadzić?”. Wszak rezerwowe były ani bardzo uzdolnione, ani ograne na arenie międzynarodowej. Ale jaki jest sens trzymania na parkiecie zawodniczki, z której drużyna nie ma żadnego pożytku? Dwumetrowa Gabriela Polańska miała być naszą tajną bronią na środku. Nie była. W ataku nie było z niej wielkiego pożytku (tu jednak spora wina rozgrywających, które miały problemy z wystawianiem jej dobrych piłek), w bloku było podobnie. Do tego wydawało się, że czuje się momentami na parkiecie zagubiona. Problemy były również z dyspozycją, Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty, która miała być liderką drużyny. Dobry występ zaliczyła jedynie w pojedynku z Rosją. W kolejnych albo była blokowana, albo posyłała piłki w dalekie auty. Jej ataki były też często łatwo podbijane. Jak mieliśmy wygrywać skoro czasem najprostszych kontr nie kończyła nasza największa gwiazda? Żal było patrzeć na Skowrońską. Statystki są jeszcze bardziej okrutne. W pojedynkach z Belgią i Włochami zdobyła po cztery punkty. Oczywiście zawodniczka Impelu Wrocław nie miała łatwego zadania, gdyż blok i obrona rywalek była przygotowana na to, że to ona będzie naszą główną siłą ataku. Ale tak słabego występu nie można tak prosto wytłumaczyć. Wystarczyć popatrzeć, jak w turnieju zaprezentowała Małgorzata Kożuch w drużynie Niemiec. W żadnym z trzech spotkań (podopieczne trenera Felixa Koslowskiego zagrały dobry turniej wygrywając dwa spotkania: z Holandią i Chorwacją) nie zagrała tak źle. Słaba dyspozycja Skowrońskiej istotnie wpłynęła również na poczynania całej drużynie, na czele z Izabelą Bełcik (która chyba w kadrze nigdy nie grała tak źle), która miała bardzo ograniczone pole manewru przy rozsyłaniu piłek. W pewnym momencie meczu z Belgią naszą pierwszą opcją w ataku była Aleksandra Jagieło. A jej głównym zadaniem w tym zespole była gra w przyjęciu i obronie. Niektórzy komentatorzy wydarzeń z Ankary upierali się, że atakujący Impelu należało trzymać na boisku za wszelką cenę. Czy to słuszna opinia? Moim zdaniem nie. Nie można trzymać na boisku zawodnika tylko ze względu na „nazwisko”. Poza tym warto go zmienić choćby po to, by dać szansę zmiennikowi (a nuż będzie miał „dzień konia”?). Nie wygramy miliona w lotto, jeśli nie kupimy kuponu. Wracając jeszcze na chwilę do trenerów należy zadać pytanie: czemu w secie o życie z Włoszkami nie spróbowano wariantu gry na dwie atakujące? Co mieliśmy do stracenia? Czemu nie zagraliśmy va bank? Dziwi, że ustawienie, które było niemalże wizytówka kadry Nawrockiego w Ankarze zostało wykopane za drzwi.

Co po „Złotkach”?

Co teraz? Wątpię byśmy jeszcze w reprezentacji Polski zobaczyli Aleksandrę Jagieło, Annę Werblińską, Katarzynę Skowrońską-Dolatę czy też nawet Izabelę Bełcik (przy okazji chciałbym pani Izie podziękować za te lata w drużynie narodowej i za to, że zawsze, gdy dostawała powołanie na zgrupowaniu reprezentacji zjawiała się; takie zachowanie w przypadku wielu siatkarek w ostatnich latach nie było normą). Wszak trener Nawrocki powiedział, że jeśli nie uda się zdobyć biletów do Rio, przyjdzie czas mocnego odmładzania drużyny. A to będzie bolesne. Bardzo. Nawet w drużynach OrlenLigowych młode zawodniczki nie są istotnymi ogniwami swoich drużyn (odstępstwem od tej reguły są drużyny Muszyny czy też Legionowa, ale tam też decydowały inne względy). Zresztą każdy kto ogląda rozgrywki ligowe widzi jakie problemy techniczne mają nasze zawodniczki, czy też jak słabe fizycznie są. „Atomowe” zbicia naszym zawodniczkom zdarzają się rzadko (w Ankarze kilka takich zaprezentowała tylko Berenika Tomsia), u rywalek są normą. A przypatrując się dyspozycji Skowrońskiej w Ankarze należałoby się zastanowić jak znaczący wpływ na jej dyspozycje miało to, że ten sezon gra w OrlenLidze.

Pytanie też, czy Jacek Nawrocki jest osobą, która będzie w stanie zbudować z tych młodych/średnio zdolnych reprezentację, która za kilka lat znów będzie przynosiła nam radość. Czy zawodniczki będą miały wiarę w to, że będzie on potrafił poprowadzić je do sukcesu? Fakt, że z przyjazdu na kadrę (oczywiście nie wprost) zrezygnowały Katarzyna Skorupa oraz Katarzyna Zaroślińska daje wiele do myślenia. Trudno jednak liczyć na to, że PZPS postanowi wydać pieniądze na specjalistę od siatkówki kobiecej. Z drugiej strony zbyt wiele zmian trenerów zostało dokonanych w latach 2003-2016. Może należałoby (w końcu) wdrożyć plan, który kiedyś zaproponował Alojzy Świderek – czteroletniej pracy z kadrą (tak też pracują Amerykanie)? Nam teraz jedynie pozostaje czekać na to co się stanie. Pewnie jest jedno – jeśli żeńska siatkówka w Polsce na wszystkich poziomach będzie wciąż traktowana po macoszemu i byle jak, ósme miejsce na Mistrzostwach Europy będzie wspominać z nostalgią i rozrzewnieniem.

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź