Przegląd bardzo nieobiektywny

82 spotkania już za nami, a to przecież wciąż nie koniec emocji. W zasadzie należałoby powiedzieć, że dopiero początek – tych właściwych, prawdziwych emocji. Sezon regularny należy odkreślić grubą krechą w kalendarzu, ale zanim z czystym sumieniem będzie można to uczynić, warto rozliczyć graczy za ich parkietowe dokonania w sezonie 14/15. Czas rozdać nagrody, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Kategorie wyróźnień częściowo pokryją się z tymi oficjalnymi, inne będą moim osobistym wymysłem.

Debiutant roku

Andrew Wiggins – o ten tytuł ścigać miał się z Kanadyjczykiem Jabari Parker, ale ze względu na zerwane więzadło krzyżowe już w grudniu zawodnik Bucks musiał zjechać do pit-stopu. Przed sezonem buńczucznie zapowiadano, że Draft 2014 zrobi wielką furorę w lidze – nic takiego póki co się nie wydarzyło. Objawieniem marca okazał się Mirotić, ale było już za późno, aby mógł zdetronizować równo grającego przez cały sezon Wigginsa. 16,9 punktu na mecz, 4,6 zbiórki i 2,1 asysty – całkiem niezłe statystyki jak na pierwszoroczniaka. Wpływ na jego liczby ma jednak drużyna dla której grał – Wolves od początki walczyli tylko o kolejny wysoki wybór w drafcie.

WyróżnieniaNicola Mirotić, Nerlens Noel

Trener roku

Mike Budenholzer – wielu w tym miejscu widziałoby Steve’a Kerra, który uczynił ze świetnie prosperujących w poprzednich latach Warriors najlepszą drużynę ligi. Sęk w tym, że szkoleniowiec Wojowników sam przyznaje, że on tylko poprawił niektóre trybiki, a ekipa ze Złotego Stanu już wcześniej była potentatem na amerykańskich parkietach. Dlatego mój wybór pada na trenera Atlanty, która pokazała, że organizacja Spurs nie musi być jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę, że najlepiej postawić na drużynę, nie indywidualności. Hawks grali przez wiele miesięcy basket przemiły dla oka, a do tego zabójczo skuteczny. 17-0 w styczniu mówi samo za siebie.

Wyróżnienia – Steve Kerr, Brad Stevens

Rezerwowy roku

Isaiah Thomas – filigranowemu rozgrywającemu, nazwanemu na cześć lidera ostrych Pistons z lat 80, nie sprawia różnicy dla jakiej ekipy gra. Robił swoje grając najpierw dla Suns, potem dla Celtics. Niezwykle wymowne jest, że to ekipa z Bostonu wywalczyła awans do Playoffs, choć w przedsezonowych przewidywaniach ich szanse na to stały znacznie niżej niż Słońc. W 26 minut Thomas w zielonych barwach notował średnio 19 punktów, 5,4 asysty i nieco ponad 2 zbiórki. Do tego wymuszał 6,5 osobistych na mecz, co także jest bardzo solidnym wynikiem (więcej niż Griffin i Wade).

Wyróżnienia – Lou Williams, Marreese Speights, Jamal Crawford

Obrońca roku

Draymond Green – konkurencja do tej nagrody była w tym roku niezwykle silna. Dla mnie na wygraną najbardziej zasłużył Green ze względu na swoją uniwersalność i ducha walki. Jest prawdopodobnie jedynym graczem w lidze, który może z powodzeniem przykryć graczy z każdej pozycji, choć do najroślejszych centrów czasem brakuje mu centymetrów a do najszybszych rozgrywających prędkości. Mimo tak różnorodnych zadań Green może się poszczycić 4. w lidze wskaźnikiem „Defensive Real Plus Minus”. Lepsi od niego w tym względzie są tylko Bogut, Cousins(!) i Leonard.

Wyróźnienia: Tony Allen, Rudy Gobert, Tim Duncan, Kawhi Leonard, Andrew Bogut

Objawienie roku

Khris Middleton – nie lubię nagrody dla gracza, który poczynił największy postęp. Zawsze mam wątpliwości, co do kryteriów i sensu jej przyznawania. Bo jak logicznie porównać postęp, którego dokonał Hassan Whiteside z krokiem naprzód Tyreke’a Evansa, Rudy’ego Goberta, czy Jimmy’ego Butlera. Wszystkich pogodzić postanowiłem zatem Khrisem Middletonem, który fantastycznie prezentuje się na obu krańcach parkietu. Jego realny wskaźnik plus minus w ataku jest lepszy od Dirka Nowitzkiego i Paula Millsapa, a defensywny od Anthony’ego Davisa i Michaela Kidda-Gilchrista. Z solidnego zawodnika Middleton stał się graczem pełną gębą. Kto nie wierzy niech sobie przypomni kto wygrywał w tym roku mecze dla Bucks (dosłownie!).

Wyróżnienia: Hassan Whiteside, Rudy Gobert, Draymond Green, Denis Schroeder

Zawód roku

Lance Stephenson – wydawało się, że Hornets są dla niego odpowiednim miejscem na ziemi. Defensywny zespół grający raczej do kosza niż strzelający z dystansu. „Born Ready” miał być dla Hornets czynnikiem X, który sprawi, że Szerszenie pójdą w górę. Stało się zupełnie inaczej, Lance był najgorszym graczem swojej ekipy, sporo czasu spędził nawet poza kadrą meczową. Zza łuku trafił żałosne 18 rzutów ze 105 oddanych (rok wcześniej było to 86/244). Okazał się kolejnym pudłem Jordana, który może mieć duży problem z pozbyciem się feralnego zawodnika.

Wyróżnienia: New Jork Knicks, Los Angeles Lakers, Kevin Love, Kevin Durant

MVP

Stephen Curry – najlepszy zawodnik najlepszej drużyny. Efektowny, efektywny. Kochany przez publiczność, facet, którego nie da się nie lubić. Prawdopodobnie najlepszy strzelec w historii, który zanotował przełomowy sezon. Więcej nie trzeba mówić.

Wyróżnienia: James Harden, Anthony Davis, LeBron James

Najważniejsza nagroda zostanie przyznana dopiero w czerwcu. Jestem pewien, że każdy ze zwycięzców (zwłaszcza Lance Stephenson!) zamieniłby swoją nominację na tytuł MVP Finałów.

2 KOMENTARZE

Zostaw odpowiedź