Już jutro Legia Warszawa zmierzy się w Holandii z młodą drużyną Ajaksu Amsterdam (początek o 21.05) w pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Europy. Z jakimi problemami i bolączkami muszą się zmagać Legioniści w obliczu czwartkowego spotkania w europejskich pucharach?

Po pierwsze, forma warszawian, która ostatnio pozostawia sporo do życzenia

Legia najpierw zremisowała w 1/4 finału Pucharu Polski ze Śląskiem we Wrocławiu 1:1, a następnie sensacyjnie uległa u siebie w T-Mobile Ekstraklasie Jagiellonii Białystok. Oba spotkania pokazały, że Legioniści są bardzo daleko od swojej optymalnej dyspozycji meczowej. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w zespole brakuje lidera, osoby, która umiałaby poderwać kolegów do walki, piłkarza zdolnego wziąć ciężar gry na swoje barki.

Po drugie, formacja obronna, która nie jest monolitem i pozwala rywalom na łatwe przedostawanie się w pole karne

W meczu ze Śląskiem Guilherme kompletnie nie radził sobie z Flavio Paixao. Brazylijczyk dawał się w bardzo prosty sposób ogrywać jednemu z portugalskich braci bliźniaków. Z kolei Łukasz Broź popełnił karygodny błąd, podając piłkę wprost pod nogi Marco, który zdobył wyrównującą bramkę.

Z kolei mecz z Jagiellonią był pokazem nieudolności, braku komunikacji i kompletnego niezrozumienia w szeregach warszawskich obrońców. Cała formacja była bardzo słabym punktem zespołu na inaugurację wiosny na Łazienkowskiej. Przykłady pierwsze z brzegu: fatalne wybicie piłki przez Brzyskiego prosto pod nogi Tuszyńskiego; stoper Inaki Astiz nie nadążający za zawodnikami Jagiellonii (cud, że nie dostał czerwonej kartki, bo w mojej opinii powinien dostać aż dwie!) oraz Igor Lewczuk, który otrzymał dwie żółte kartki i wyleciał z boiska przedwcześnie. Obrona Legii była niczym szwajcarski ser z ogromnymi dziurami, których w żaden sposób nie dało się załatać.

Po trzecie, brak pomysłu na grę, kombinacyjne rozgrywanie piłki i przeprowadzanie akcji nie miało praktycznie wcale miejsca

Co z tego, że Legia dośrodkowywała piłkę niemal 30-krotnie, skoro nic z tego nie wynikało i nie stanowiło żadnego zagrożenia pod bramką zespołu z Podlasia. Zaskakujący był też fakt, że Legioniści fizycznie nie nadążali za szybkimi skrzydłowymi „Żubrów”, którzy bardzo prostymi środkami konstruowali swoje akcje i przedostawali się pod pole karne Legii.

Po czwarte, brak równowagi między linią ataku, pomocy i obrony

Wydaje się, że jest to największy w tej chwili problem Legii, która nie ma wyważonych proporcji pomiędzy wszystkimi formacjami na boisku. Wolna i ślamazarna obrona, słaba skuteczność w ataku, a także mizerna efektywność skrzydłowych, którzy notuję wiele strat i nie potrafią często dokładnie zaadresować podania do swojego kolegi z zespołu.

Co prawda w meczu z Jagiellonią Legia wystawiła swój drugi garnitur meczowy i prawdopodobnie tylko 1, ewentualnie 2 piłkarzy zagra w starciu z Ajaxem, ale udowodniła, że nie ma dwóch równorzędnych jedenastek, a rezerwy są dużo słabsze od pierwszego zespołu i to nie tylko pod względem zgrania, zmysłu do gry kombinacyjnej, ale także posiadanych umiejętności.

Zagadkę przed meczem z Ajaksem stanowi to, czy Henning Berg postawi na Orlando Sa na szpicy, czy znowu zastosuje manewr taktyczny bez klasycznego napastnika? Wydaje się, że Norweg zdecyduje się jednak na tą drugą opcję i w ataku zagra Miroslav Radović, który już nieraz pokazał, że można na niego liczyć w najbardziej trudnych momentach.