Borussia Dortmund Jurgena Kloppa i Atletico Madryt Diego Simeone przebojem podbiły swoje rodzime rozgrywki i mocno namieszały w europejskich pucharach. Młodzi trenerzy pokazali, że nie trzeba mieć budżetu transferowego liczonego w setkach milionów euro, aby skutecznie konkurować z finansowymi gigantami. W tym sezonie niezwykle ciekawie układają się losy ligi francuskiej. Wbrew wszelkim prognozom przepowiadającym kolejny łatwy spacerek PSG w drodze po trzecie z rzędu mistrzostwo, w grze pozostają jeszcze dwie drużyny: Olympique Lyon i Olympique Marsylia. W drużynie z Prowansji już widać rękę Marcelo Bielsy – argentyńskiego trenera, który w swojej bogatej karierze zyskał przydomek „Szaleniec” (hiszp. El Loco).

Słońce wraca do Prowansji

Olympique Marsylia to jeden z najbardziej utytułowanych francuskich klubów. Jego najlepszy okres przypadł na lata 1989-1993, kiedy zespół pięć razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Ligue 1. Na zakończenie cyklu marsylczycy, jako jedyny francuski klub, wygrali też Ligę Mistrzów. Jednak rok 1993 oprócz chwil chwały okrył również stadion Stade Vélodrome hańbą. Światło dzienne ujrzała afera korupcyjna, w którą uwikłał się klub. Za ustawianie wyników spotkań Marsylia straciła tytuł mistrzowski i została zdegradowana do Ligue 2. Podobnie jak Juventus Turyn, inna potęga, która ma za sobą brudną przeszłość, Marsylia szybko wróciła do elity, ale na odzyskanie tytułu mistrzowskiego kibice musieli czekać aż do 2010 roku. Stara Dama po powrocie do Serie A zastała włoskie calcio u progu wielkiego kryzysu. Doskonale znalazła się w sytuacji zmierzchu sukcesów wielkich klubów, jakimi są dwa kluby z Mediolanu – Milan i Inter. Z kolei Olympique Marsylia musiał zmierzyć się z odbudową potęg swoich największych rywali – Olympique Lyon, AS Monaco i przede wszystkim PSG.

Sezon 2013/2014 okazał się dla kibiców klubu ze stolicy Prowansji kolejną straconą kampanią. Prawdziwą piętą Achillesa była linia defensywna zestawiona przez trenera Jose Anigo. 40 straconych bramek w przekroju całego sezonu nie wygląda w statystykach źle, ale wspomnienie przegranego meczu w stosunku 4:1 z przyszłym spadkowiczem Valenciennes, pokazuje całą słabość obrony Olympique. Nastroje na trybunach w sposób dobitny wyraził napis, który pewnego dnia powstał w formie graffiti na murach kompleksu treningowego OM. Słowa „Dlaczego Adri, a nie Jose?” odnosiły się do tragicznej śmierci syna trenera Jose Anigo – Adriena, który śmiertelnie postrzelony, stał się kolejną ofiarą walk francuskich gangów. Po incydencie z graffiti przyszłość Anigo na Stade Vélodrome była przesądzona. Pogrążeni w futbolowej depresji kibice Marsylii dostali jednak na pocieszenie szkoleniowca, którego łączono w przeszłości z klubami z absolutnego topu.

Geniusz czy szaleniec?

Marcelo Bielsa wzbudza dość skrajne emocje. Z jednej strony uważany jest za geniusza taktycznego, a Pep Guardiola pokusił się nawet o subiektywne nadanie mu tytułu najlepszego menadżera świata, zresztą wyznawców „bielsizmu” możemy doszukać się więcej. Do korzystania z założeń Bielsy przyznali się również jego rodacy: Diego Simeone, Mauricio Pochettino czy Gerardo Martino. W Chile, gdzie prowadził narodową reprezentację, Marcelo Bielsa otaczany jest niemal kultem. W Europie furorę zrobiła jego praca z Athletic Bilbao, który w 2012 roku doszedł do finału Copa del Rey i Ligi Europy. Szczególnie gra Basków w tych ostatnich rozgrywkach porwała San Memes i całą piłkarską Europę.

Mimo tych wszystkich pochwał, przy nazwisku Bielsy czegoś brakuje. Futbol prezentowany przez drużyny prowadzone przez „El Loco”, owszem zawsze wzbudzał zachwyt, ale kiedy popatrzymy na ich dorobek pucharowy, to ten już tak imponująco nie wygląda. Przede wszystkim argentyński szkoleniowiec nie zdał egzaminu w swojej ojczyźnie. Reprezentacja Albicelestes pod jego wodzą zdobyła złoty medal igrzysk olimpijskich, ale osiągnięcie to blaknie w cieniu słabych występów na Mundialu czy przegranym finale Copa America w 2004 roku. W dodatku Bielsa ma raczej trudny charakter i łatwo popada w konflikty z otoczeniem klubu. Dlatego, kiedy w 2013 pożegnał się z hukiem z Baskami, nie zadzwonił do niego prezes żadnego wielkiego zespołu. A w tym czasie problemy z obsadzeniem ławki trenerskiej miały takie uznane futbolowe marki, jak FC Barcelona, Manchester United czy AC Milan. Szczególnym zaskoczeniem mógł wydawać się wybór Barcy, której filozofia gry wydaje się być podobna do stylu Bielsy.

Dekalog „Bielsizmu”:

1. Formacja 3-3-1-3 zmieniana na 4-3-3/4-2-3-1

Formacja 3-3-1-3 jest uniwersalna dla każdej drużyny, którą prowadził Marcelo Bielsa. Ustawienie to powstało jako hybryda formacji 4-3-3 i we współczesnym futbolu z wielkimi sukcesami zaadaptował je Ajax Amsterdam. Bielsa stosując formację 3-3-1-3 rozdziela swoim zawodnikom zadania według klucza 4-6. Trzech środkowych obrońców i defensywny pomocnik odpowiedzialni są za sprawne funkcjonowanie defensywy, a dwóch bocznych obrońców, ofensywny pomocnik i trzech napastników zaangażowanych jest w kreowanie ataków. Stosownie do aktualnych możliwości kadrowych i stylu rywala, Marcelo Bielsa decyduje się na modyfikację formacji na 4-3-3 lub pochodną od tego ustawienia 4-2-3-1.

2. Uniwersalizm

Koncepcja 4-6 nie oznacza jednak, że zespoły kierowane przez Argentyńczyka to dwa oddzielone od siebie światy. Zgłębiając się w szczegóły można dostrzec, że Marcelo Bielsa dużą wagę przykłada do stworzenia z drużyny zgranego kolektywu, a z poszczególnych piłkarzy uniwersalnych grajków. U „El Loco” przynajmniej jeden ze środkowych obrońców musi dobrze wyprowadzać piłkę z własnego pola karnego. W konsekwencji argentyński szkoleniowiec bardzo często zatrudniał do tej roli defensywnego pomocnika, np. Javiego Martineza w Bilbao czy Arturo Vidala w reprezentacji Chile.

3. Serce drużyny

Poprawne zaadaptowanie przez drużynę filozofii Bielsy opiera się na trzech zawodnikach: środkowym ofensywnym pomocniku, który jako klasyczna „10” pełni rolę rozgrywającego oraz dwóch bocznych obrońcach, którzy na papierze ustawieni są bliżej linii pomocy. Jako defensywni skrzydłowi uczestniczą w każdej akcji ofensywnej swojego zespołu (stają się wtedy często środkowymi pomocnikami) i mają obowiązek zabezpieczać boki formacji defensywnej, kiedy to rywal posiada piłkę.

4. Playmaker i trzech napastników

W przedniej formacji Marcelo Bielsa wierny jest swojej koncepcji „un enganche y tres punta” (playmaker i trzech napastników). Korzysta z niej niezależnie od zespołu, w którym przyszło mu pracować i formacji, którą dopasowuje do taktyki. Skrajni napastnicy wcale nie muszą być nominalnymi goleadorami. Ich główna rola polega na rozciąganiu zasieków obronnych rywala. Te wolne przestrzenie mają zostać zagospodarowane przez rozgrywającego i środkowego napastnika.

5. Harmonia między tiki-taką a futbolem ofensywnym

„El Loco” wierzy w magiczną moc posiadania piłki i stara się, aby to jego drużyny kontrolowały przebieg spotkania. A kiedy już jego podopieczni rozgrywają swoje akcje, wówczas powinni wykorzystać każdy centymetr kwadratowy murawy. W tej kwestii Bielsa unika jednak popadania w skrajność i w swojej wersji „tiki-taki” wdraża elementy dla stylów bardziej bezpośrednich: zabójcze krosy posyłane z głębi pola do przedniej formacji z ominięciem drugiej linii czy dośrodkowania, na których punkcie „El Loco” ma obsesję. Sam Argentyńczyk stwierdził, że „futbol ofensywny to najprostsza droga do zwycięstwa i sukcesu”.