Czy kobiecy bolid siatkarski stać jeszcze na wygranie jakiegoś wyścigu? Wnioski po mistrzostwach Europy 2015

Mistrzostwa Europy 2015 dla Polek skończyły się w czwartkowy wieczór, kiedy to drugi raz na tej imprezie uległy Holandii 1:3. Wynik osiągnięty przez nasze zawodniczki nie zaskoczył, ale zasmucił. Patrząc na na to, jak Polki walczyły w Holandii głównie ze sobą, chce się zakrzyknąć – co z tą Polską?


Mistrzostwa Europy znów skończyły się dla nas dość szybko. Niby nikt nie oczekiwał, że Polki zawojują belgijskie i holenderskie parkiety. Wszyscy wręcz marzyli o tym, by te choć awansowały do ćwierćfinału i zaklepały sobie udział w styczniowym turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich. I te cele biało-czerwone osiągnęły. Nie przyszło to łatwo, ale udało się. Z bólem niestety oglądało się grę podopiecznych Jacka Nawrockiego. A ta była niezwykle rwana, nierówna, niepewna i jakby nieśmiała. Przykre to było tym bardziej, że nasze siatkarki na ten turniej pojechały w składzie chyba najmocniejszym od kilku lat. A mimo to były w stanie wygrać tylko ze Słowenią (w brzydkim stylu) i w dramatycznych okolicznościach pokonać Białoruś. Czy z naszą kobiecą siatkówką jest naprawdę tak źle?

Polska od jaguara do leciwego malucha, czyli siatkarski garaż

Przyglądając się temu, co dzieje się od zdobycia złotego medalu mistrzostw Europy w 2003 z kobiecą kadrą siatkówki, przychodzi do głowy nietypowe skojarzenie. Tę reprezentację przyrównałabym do… samochodu wyścigowego. W tym mitycznym 2003 pod wodzą mechanika Andrzeja Niemczyka polski bolid zadziwił Europę charakterem i wyjątkowym układem napędowym w postaci Małgorzaty Glinki-Mogentale oraz Doroty Świeniewicz. Wraz z kolejnymi latami samochód się psuł. Włoski mechanik Marco Bonitta jeszcze zdołał podrasować nieco nasz automobil, ale coraz bardziej było widoczne, że nie jesteśmy już tak szybcy, jak reszta stawki. Pojawiły się problemy z wymianą niektórych istotnych komponentów. Niektóre nie były tak dobrej jakości, jak poprzednie. A innych kolejni polscy mechanicy nie byli w stanie zamontować, gdyż te jakby specjalnie „odmawiały” współpracy. W 2014 roku nie pomogło nawet wmontowanie tych części, które w 2003 i 2005 dały Polsce tyle złotej radości.

Katarzyna SKowrońska-Dolata nie miała wsparcia w koleżankach na ME 2015.
Źródło: Katarzyna M. Kozłowska

Teraz na czele zespołu stanął Jacek Nawrocki, który dotąd znany był z pracy z nieco innymi urządzeniami mechanicznymi. Trudno ocenić jego dotychczasową pracę. Z jednej strony udało mu się zdobyć srebrny medal Igrzysk Europejskich, ale trzeba pamiętać, że były to mało znaczące wyścigi, w których nie startowali wszyscy najlepsi (a i ten sukces przyszedł w olbrzymich trudach). Do tego udało się „zaklepać” miejsce w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. To co jednak zaprezentowały nasze panie na mistrzostwach Europy 2015 każe zadać kilka pytać. Czy zrobiono tego lata i jesieni wszystko, co można było? Czy nie należało przez całe lato dopasowywać/zgrywać ze sobą najważniejszych części pojazdu w próbnych wyścigach – turnieju World Grand Prix? I nie bawić się wciąż różnymi ustawieniami zawieszenia i nadwozia (przesuwanie Izabeli Kowalińskiej, Katarzyny Skowrońskiej na przyjęcie)? A może należało pozwolić dotrzeć się temu nowemu samochodowi? Czy nie warto było nieco mocniej zaufać częściom od nowego producenta (Anna Grejman, Natalia Kurnikowska, Kamila Ganszczyk)? Zwłaszcza w sytuacji, gdy pewne do tej pory komponenty pokazywały, że nie pracują aktualnie tak dobrze, jak to kiedyś miało miejsce (widoczna stagnacja, a nawet regres formy m.in. Agnieszki Bednarek-Kaszy)? W kontrze można odpowiedzieć: „ale te nowe części nie mają tej jakości, co te już starsze i nieco wysłużone. I do tego mało ich!”. Racja. Tylko jaki jest sens stawiać na te elementy „z nazwiskiem”, skoro one i tak nie pomagają polskiemu bolidowi rozwinąć wystarczającej prędkości? Niektóre wręcz sabotują próby efektywnego skręcania na trudnych zakrętach.

Niełatwo jest oceniać pracę głównego mechanika, gdy ten nie może skorzystać z takich zasobów, jak jego rywale. Choćby w takim wyścigu do Rio będziemy walczyć z ekipami,  które przez ostatnie lata były stale modernizowane i ulepszane. Do tego w ich warsztatach nie zmieniano pochopnie mechaników, a jeśli już to starano się zatrudniać fachowców z najwyższej półki. Do tego w wielu przypadkach nie mieli kłopotów z wymianą części, które akurat szwankowały. A u nas jest z tym źle. Wręcz bardzo. Wystarczyło popatrzeć na to, co wyprawiała drużyna mechanika Wiesława Popika. Nawet Grecja nas lała. Szkoda, że zmarnowano tyle lat, gdy byliśmy czołową ekipą Europy. Wręcz złości, że zaniedbano te mniejsze warsztaty i fabryczki zajmujące się tworzeniem nowych komponentów do biało-czerwonego pojazdu (a jeśli już pokazuje się na rynku jakiś diamencik, to wtedy od początku jest zajeżdżany w nieważnych wyścigach dla juniorów). Brakuje też fachowców, którzy zajęliby się wymyślaniem nowych rozwiązań, które dałyby nam przewagę w najważniejszych wyścigach. Jeśli natychmiast tego nie naprawimy, to niedługo będziemy się cieszyć, że udało nam się wygrać z Estonią.

Trudno sądzić, że do stycznia dużo się zmieni. Może do kadry dołączy kilka ciekawych zawodniczek, może forma jakiejś siatkarki niesamowicie wystrzeli? Na co to starczy? Może uda dostać się przez Turcję do… Japonii (na turniej interkontynentalny). Ale będzie to niesamowicie trudne. Na razie pozostaje tylko apelować. Warto dać kredyt zaufania tym kilku młodym dziewczynom, które pojawiły się w drużynie na mistrzostwach Europy 2015. Kiedy one mają zacząć przejmować odpowiedzialność za kadrę, jeśli nie teraz? Potem będą już starsze, a wciąż bez doświadczenia na arenie międzynarodowej. Mimo że nie są tak dobre, jak byśmy chcieli, jednak nie stać nas na czekanie aż nagle pojawi się kolejna Glinka, Świeniewicz, Śliwa lub Skowrońska. Czas też kończyć eksperymenty w garażu ekipy z Polski. Ta ekipa pokazała na minionych mistrzostwach Europy 2015 przebłyski dobrej gry. Zabrakło wykończenia „dzieła” siatkarskiego, siły „ognia” więcej niż jednej zawodniczki, pewności siebie i zgrania. Po co marnować siły Katarzyny Skowrońskiej – jedynej zawodniczki, która była w stanie dawać nam punkty, na unikanie przyjęcia? Niech już się koncentruje na rozbijaniu potrójnych bloków. Ten zespół stać na nieco lepsze wyniki (pewnie nie medale), jeśli w końcu zapewni mu się stabilizację. Bo to nie brzmi zbyt dobrze, gdy po meczu siatkarki mówią: „Trener nas dzisiaj trochę zaskoczył”. To rywale mają być zaskoczeni naszą grą! Niech tylko na placu gry znajdą się te, które naprawdę prezentują dobrą formę i chęci do gry. Już dawno powinniśmy się nauczyć, że nazwiska nie grają.

Co się stało z polską kobiecą siatkówką?
Źródło: Katarzyna M. Kozłowska

PS. Pozostaje nam tylko alarmować i krzyczeć w kierunku działaczy Polskiego Związku Piłki Siatkowej, by w końcu przypomnieli sobie o istnieniu kobiecej siatkówki i jej problemów. Lepiej mieć chyba powody do świętowania z powodu medali dwóch ekip, a nie tyko jednej?

2 KOMENTARZE

Zostaw odpowiedź