O co jesteśmy mądrzejsi po tygodniu pierwszej rundy Playoffs?

Playoffy, ach Playoffy. Wspaniały czas. Mimo wszystko pierwszy tydzień prawdziwie twardej rywalizacji nie obfitował w ekscytujące spotkania. Zwłaszcza Konferencja Wschodnia nie stanęła na wysokości zadania. Poza tym co dzieje się tu i teraz, warto spojrzeć naprzód i zastanowić się jaki wpływ na najbliższą (i nie tylko) przyszłość mają obecne wydarzenia na parkietach NBA.

 Z Celtics będą ludzie! Cavs nadal nie bronią

Boston przegrywa 0-3, ale żadnego ze spotkań Celtowie nie oddali lekką ręką. W każdym meczu podopieczni Brada Stevensa przez około 30 minut stają na wysokości zadania i nieco nieoczekiwanie stawiają Cavs naprawdę trudne warunki. Przez pozostałe 10 minut są, niestety, przywoływani do porządku przez wciskającego pedał gazu LeBrona Jamesa. Przeważnie jest to końcówka obu połów, stąd Celtics raczej nie mają co liczyć na jakiekolwiek zwycięstwo w tym roku.

King James rozdaje karty w tej serii. Nie łudźmy się, że to Kyrie Irving (3/11 w meczu nr 3!) ma decydujący wpływ na atak Cavs. Wcale nie jest tak, że Uncle Drew zdobywa punkty kiedy i jak chce. To dzięki aktywności LeBrona Irving ma tak dużo miejsca, dzięki niemu rywal nie może pozwolić sobie na podwojenia, dzięki niemu nie nadąża z rotacją na obwodzie. A w polu trzech sekund… no cóż, jeśli obręczy bronią Tyler „Tyczka” Zeller i Jared „Puchatek” Sullinger, to nikomu wjazdy niestraszne.

Avery Bradley | Boston Celtics

Avery Bradley to archetyp zawodnika nowych Celtics - ambitny obrońca, niezły strzelec (źródło: Mark Runyon/Creative Commons)

W trzecim spotkaniu odnalazł się Evan Turner. Po tym jak zdecydowanie zawiódł podczas dwóch starć w stanie Ohio, na własnym parkiecie był bliski zaliczenia triple-double (19 pkt, 8 as, 8 zb). Znakomicie wykorzystywał momenty, kiedy opiekowali się nim J.R. Smith lub Kyrie Irving. Agresywnie kroił obu panów kozłem i kończył wjeżdżając na prawą rękę lub rzutem z bliskiego półdystansu.

Wreszcie Kevin Love pokazał, że żyje i ma się całkiem dobrze. W pierwszym spotkaniu niesamowicie męczył się w ataku, spudłował multum pierwszych rzutów, ale wczoraj w nocy był drugą strzelbą Cavs – trafił sześć razy zza łuku i uzbierał w sumie 23 oczka, do których dołożył 9 zbiórek i 3 asysty.

Pelikany walczą, Wojownicy wygrywają

Steph Curry może pudłować, może oddawać wiele rzutów z nieprzygotowanych pozycji, ale dopóki będzie trafiał TAKIE COSIE… Warriors nie przegrają. I tyle w temacie.

Portland jest martwe, Mike Conley zamiata Lillarda

Wesley Matthews, Chris Kaman, Arron Afflalo. Blazers nie żyją od początku tej serii. Terry Stotts jest zmuszony grać blisko pół godziny McCollumem i ponad 20 minut Crabbem. Jakby tego było mało – Damian Lillard jest cieniem samego siebie. W dwóch spotkaniach trafił zaledwie 10 z 36 oddanych rzutów, w tym 1/10 zza łuku. Mike Conley i Beno Udrih robią co chcą. Tak tak, Beno Udrih zdobył 30 punktów w tych meczach, w których Lillard uzbierał 32 oczka!

LaMarcus Aldridge jest zmęczony i sfrustrowany. Takie występy Blazers to ostatnie co może przekonać lidera oregońskiej ekipy, że warto w tej drużynie pozostać. Najbliższe lato może czasem rewolucji w szeregach Portland.

Spurs są wciąż fantastyczni, Blake Griffin dojrzał

Nadszedł czas mistrzów i Spurs pokazują, dlaczego nieustannie zasługują na szacunek. Ekipa z Teksasu nawet bez bezproduktywnego z powodu kontuzji Parkera wygrała mecz nr 2 i doprowadziła do remisu w serii z Clippers. Kawhi Leonard staje się nie do zatrzymania w izolacjach, a to bardzo zła wiadomość dla każdego na Zachodzie. Mam wrażenie, że facet częściej pudłuje z otwartej pozycji niż gdy musi samodzielnie wypracować sobie pozycję na półdystansie. Tim Duncan – klasa sama w sobie, 39-latek (!!!) nie przestaje zadziwiać. Ostatnio został 5. strzelcem w historii Playoffs.

Blake Griffin

Blake Griffin jest coraz bliżej pozbycia się łatki gracza wyłącznie efektownego (źródło: Keith Allison/Creative Commons)

Blake Griffin zagrał drugi mecz. Już w pierwszym jego gra mogła się podobać, ale w drugim pokazał coś, czego dotychczas zdecydowanie mu brakowało – koszykarską dojrzałość. Szkoda, że okupił to stratami w końcówce, które kosztowały Clippers utratę bezcenne zwycięstwa na własnym parkiecie.

Koniec Rondo w Mavs

Rajon Rondo nie wróci na parkiet w tym sezonie. Na bank nie zobaczymy go też więcej w koszulce Mavericks. Rozgrywający nie dogadał się ostatecznie z trenerem Dallas, a ten odsunął go od składu, bo żałosnym występie Rondo w spotkaniu nr 2. Nie będę zaskoczony, jeśli latem za niewielką sumkę Rajon powędruje do LA, aby utworzyć duet super-dupków lub super duet dupków (jak kto woli).

Najlepsze przed nami

Na wiele emocji w pierwszej rundzie się już nie zanosi. Jedynie seria Spurs-Clippers wygląda na będącą w stanie podnieść kibicom ciśnienie. W pozostałych parach nie powinno dojść do więcej niż pięciu spotkań.

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź