Pieniądze to nie wszystko?

Rozgrywki Enea Ekstraligi w sezonie 2014 dobiegły już końca. Przed nami zima, która dla niektórych drużyn może okazać się bardzo sroga. Zanim jednak do tego dojdzie, czas na podsumowanie wydarzeń minionego sezonu.

Pieniądze to nie wszystko…

Zdecydowanie największym budżetem w sezonie 2014 mógł pochwalić się Unibax Toruń. Właściciel klubu, Roman Karkosik, wyłożył na drużynę aż 14(!) milionów złotych (kwota szacowana). Wszystko po to, aby – pomimo ujemnych ośmiu punktów – „Anioły” znalazły się w fazie play-off. Torunianie zbudowali prawdziwy dreamteam składający się z takich zawodników, jak Tomasz Gollob, Emil Sajfutdinow, Darcy Ward, Adrian Miedziński, czy też powracający po kontuzji Chris Holder. Pierwszą próbą dla Unibaksu było wyjazdowe spotkanie z Renault Zdunek Wybrzeżem Gdańskktóre miało być tylko rozgrzewką przed kolejnymi, mocniejszymi rywalami. Tor zweryfikował jednak wszystkie przedsezonowe dywagacje. Gdańszczanie wygrali z torunianami 46:44, czym sprawili ogromną sensację już na początku rozgrywek. Dla Unibaksu Toruń kluczem do odrabiania strat miały być wygrywane mecze wyjazdowe, jednak na siedem takich spotkań udało im się wygrać tylko dwa (z Częstochową i Wrocławiem), co w głównej mierze zadecydowało o braku awansu do fazy play-off. Duży wpływ na brak zwycięstw miała także postawa Tomasza Golloba, który nie mógł się odnaleźć na obcych torach, a jego wyjazdowa średnia punktowa – 1,393 mówi wszystko o postawie 43-latka. Ostatecznie podopieczni Stanisława Chomskiego zajęli piąte miejsce w końcowej tabeli sezonu zasadniczego Enea Ekstraligi. Unibax jest bardzo dobrym przykładem tego, że w sporcie nie zawsze wygrywa ten, kto ma najwięcej pieniędzy.

…jednak wszystko bez pieniędzy to nic

Kiedy rok temu Włókniarz Częstochowa zakończył sezon na czwartym miejscu, apetyty kibiców zdecydowanie wzrosły. Przed startem sezonu 2014 do klubu sprowadzono Grzegorza Walaska i Petera Kildemanda, i mierzono w końcowe zwycięstwo w rozgrywkach. Nic jednak nie zapowiadało tego, że był to początek końca klubu. Pierwsze problemy rozpoczęły się w maju, przed meczem z Betardem Spartą Wrocław, kiedy startu odmówił Grigorij Łaguta. Rosjanin utrzymywał, że Włókniarz ma wobec niego zaległości finansowe – klub twierdził, że zapłacił 70 proc. kontraktu, natomiast zawodnik mówił o wpłaconych 10 proc. Problemy częstochowskiego klubu narastały z meczu na mecz, a do Tarnowa wysłano praktycznie samych młodzieżowców, gdyż chciano zaoszczędzić pieniądze. Pełny skład zebrano natomiast na potyczkę z odwiecznym rywalem – Unibaksem Toruń, a na trybunach zgromadziło się aż 18 tysięcy osób. To nie pomogło „Lwom”, którzy ulegli na własnym torze „Aniołom”. Kolejne informacje były dla częstochowian jeszcze gorsze – brak spłaty długów wobec Emila Sajfutdinowa, któremu Włókniarz zalega pieniądze za sezon 2013, a dalszych startów w lidze odmówił Walasek. Klub dostał nawet dotację z miasta, którą jednak zablokował komornik. Także w Zielonej Górze zespół spod Jasnej Góry pojawił się z czterema juniorami w składzie, a ze swoją pomocą wyszedł także Borys Miturski, który w obliczu problemów „Lwów” odnowił swoją licencję żużlową. W żużlowym środowisku mówi się o kilkumilionowym długu częstochowskiego klubu. Teraz już wiemy, że po decyzji Prezydium Zarządu Głównego PZM, Włókniarz Częstochowa nie dostanie licencji na starty w ekstralidze w sezonie 2015.

Swoje problemy finansowe przechodziło także Renault Zdunek Wybrzeże Gdańsk. Chociaż w klubie władzę po Andrzeju Terleckim objął Tadeusz Zdunek, starając się o to, aby dług zespołu znad morza nie rósł jeszcze bardziej. Gdańszczanie, podobnie jak zespół z Częstochowy, nie otrzymają licencji na starty w sezonie 2015 Enea Ekstraligi. W czerwcu startów w Renault Zdunek Wybrzeżu Gdańsk zaczęli odmawiać Leon Madsen oraz Thomas H. Jonasson, twierdząc, że nie otrzymują oni należnego im wynagrodzenia. Zamiast obcokrajowców w lidze jeździli juniorzy, co znacznie odbiło się na pozycji gdańszczan. Zajęli oni bowiem ostatnie miejsce w tabeli Enea Ekstraligi.

Lider nie zawsze zwycięża

Drużynowym Mistrzem Polski w sezonie 2014 została drużyna Stali Gorzów, prowadzona przez Piotra Palucha, która w finałowym dwumeczu pokonała Unię Leszno. Brązowy medal wywalczyła Grupa Azoty Tauron Tarnów, natomiast na czwartym, najgorszym w sporcie miejscu, uplasował się SPAR Falubaz Zielona Góra. Teraz, gdy jest już po sezonie, wszyscy możemy sobie „gdybać. A co by było, gdyby nie kontuzje? Urazy, które zdecydowanie pokrzyżowały mistrzowskie plany tarnowskiej drużyny. W decydującym momencie rozgrywek Enea Ekstraligi Unia Tarnów straciła jednego ze swoich liderów, Grega Hancock’a, który po upadku w Grand Prix w Gorzowie doznał kontuzji palca. W jego miejsce do klubu przyszedł nieznany dotąd w Polsce Jacob Thorssell, jednak pojawił się na torze tylko dwa razy i kończył wówczas zawody z zerem na koncie. To właśnie punktów 44-letniego Amerykanina zabrakło tarnowianom w półfinałach. I tu nasuwa się kolejna myśl: czy zwycięzca rundy zasadniczej nie powinien mieć miejsca od razu w finale? Drużyna, która wygrywa dwanaście z czternastu możliwych spotkań, na swoim torze jest absolutnie poza zasięgiem rywali i bez problemów wygrywa na wyjeździe, musi „objechać” jeszcze dwa „dodatkowe” spotkania, aby rozpocząć walkę o złoty medal. Czy jest to do końca sprawiedliwe? Nic nie stoi na przeszkodzie, aby odrobinę zmienić formułę rozgrywania play-off i wynagrodzić zwycięzcę rundy zasadniczej miejscem w finale, a w półfinałach mogłyby walczyć zespoły z miejsc 2-5. Jedno jest jednak pewne – żużel nie zawsze jest sprawiedliwy.

Doping to świetna sprawa, jednak tylko na trybunach

Jak grom z jasnego nieba na SPAR Falubaz Zieloną Górę spadła informacja o podejrzeniu stosowania przez Patryka Dudka substancji zabronionych w sporcie. Dnia 8 sierpnia 2014 roku żużlowiec został zawieszony do czasu rozstrzygnięcia sprawy, a 16 września zapadła decyzja o rocznym zakazie startów dla 22-latka. Substancję, którą wykryto u żużlowca była metyloheksanamina. Znajduje się ona bardzo często w odżywkach dla sportowców, ale jest zabroniona przez Światową Agencję Antydopingową (paradoks?). Zarówno w Internecie, jak i w różnych środowiskach żużlowych rozpoczęły się dyskusje, czy doping w żużlu jest możliwy? W sporcie, w którym tak wiele zależy od sprzętu, a nie od samego zawodnika. Niewiadoma jest także kwestia zażycia przez Dudka tej odżywki. Pojawiało się wiele głosów, że junior Falubazu jest odpowiedzialnym zawodnikiem i nie był świadomy tego, co zażywa. Decyzja władz polskiego żużla była jednak prosta – skoro substancja została wykryta, to musi być kara.

Nieco inaczej wyglądała sytuacja z Darcy Wardem. Australijczyk został przebadany alkomatem przed Grand Prix Łotwy, a wynik okazał się pozytywny. Międzynarodowa Federacja Motocyklowa zawiesiła reprezentanta Unibaksu Toruń, i od dnia 28 sierpnia nie może on brać udziału w żadnych oficjalnych zawodach. Co ciekawe, do tej pory nie ma żadnej informacji, jaką karę ma ponieść Ward za swój wybryk.

Adam Skórnicki receptą na leszczyńskie bolączki

Adam Skórnicki sezon rozpoczął jako zawodnik 1-ligowego Startu Gniezno, jednak już na początku rozgrywek odniósł poważną kontuzję biodra, która uniemożliwiła mu starty w zawodach ligowych. W związku z tym 37-latek objął zespół FOGO Unii Leszno, po tym, jak zwolniony został Paweł Jąder. Chyba nikt nie spodziewał się, że pod wodzą „Skóry” leszczynianie odbiją się od dna i sięgną po srebrny medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Skórnicki objął zespół w momencie, kiedy po siedmiu kolejkach Unia zdołała wygrać zaledwie dwa spotkania. Od tego momentu sytuacja w Lesznie diametralnie się zmieniła. Podopieczni Skórnickiego zaczęli wygrywać mecz za meczem, zaczynając od wygranej u siebie z Toruniem, Gdańskiem i Zieloną Górą na wyjeździe. Ostatecznie udało im się nawet awansować z czwartego miejsca do fazy play-off. Tam pokonali zdecydowanych faworytów, Grupę Azoty Tauron Tarnów, aby dopiero w finale ulec Stali Gorzów. Biorąc pod uwagę to z jakiego miejsca zaczynał Skórnicki, srebrny medal można uznać za ogromny sukces. Pod jego wodzą nawet Nicki Pedersen spokorniał, zaczął jeździć „parą” i bardziej dla drużyny, niż dla siebie. Działacze z Leszna są bardzo zadowoleni z pracy Adama Skórnickiego i już zapowiedzieli kontynuację współpracy w sezonie 2015. Cel został już nawet określony – zdobyć Drużynowe Mistrzostwo Polski 2015.

Ta ostatnia niedziela

W Polsce do rozegrania zostały jedynie baraże o awans do 1. ligi pomiędzy ROW-em Rybnik a Wandą Kraków. Nie wiadomo jednak, czy dojdzie do dwumeczu tych zespołów, ponieważ stadion w Krakowie jest w trakcie przebudowy. Oprócz tego w kraju odbędzie się jeszcze kilka towarzyskich imprez, jak niedzielny piknik żużlowy w Lesznie, czy też Memoriał im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego w Częstochowie. Sezon 2014 można zaliczyć do przełomowych. W obliczu sytuacji klubów z Gdańska i Częstochowy zaczęto głośno mówić o finansach w polskim żużlu. Zespoły z Torunia i Tarnowa zamierzają obniżyć kontrakty swoim zawodnikom, a to może być dopiero początek. Również sprawa Patryka Dudka i Darcy’ego Warda dała dużo do myślenia. Sezon 2014 Enea Ekstraligi był bardzo emocjonujący do samego końca i nieprzewidywalny – wszystko mogło się tak naprawdę wydarzyć. Życzymy sobie, aby zima na polskim rynku transferowym była równie emocjonująca, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu!