Szwedzka marka Volvo po 30 latach przerwy chce powrócić do serii wyścigowej WTCC. Z drugiej strony austriacki gigant – Red Bull Racing, może wypaść ze stawki Formuły 1 już w następnym sezonie.

Szwedzi znów w stawce

Firma Polestar, która jest oficjalnym zespołem wyścigowym koncernu Volvo, chce aby ich rodzime samochody powróciły do świata sportów motorowych. Aby tego dokonać Szwedzi wznowili współpracę z zespołem Cyan Racing.

Cyan już kiedyś korzystał z samochodów Volvo. W 1996 roku ich kierowca – Jan Nillson, zdobył tytuł mistrzowski w serii STCC. Dokonał tego za kierownicą Volvo 850 Super Turing.

Volvo było już obecne także w WTCC. Ich model 240 Turbo z całkiem niezłymi wynikami rywalizował w połowie lat 80. Jako jedyny w tamtym czasie był wyposażony w czterocylindrowy i turbodoładowany silnik. Jego konkurenci nie korzystali z turbo i miewali nawet 12 cylindrów! 240-ka, ze względu na swoje kanciaste nadwozie, była nazywana „flying brick” (latającą cegłą).

Dziś czasy się zmieniły i nowe Volvo już nie będzie przypominać cegły. Model S60 Polestar TC1 to aerodynamiczy samochód. Szwedzi jednak hołdują tradycji. Ich wyścigówka będzie korzystać z generującego 400 KM silnika turbodoładowanego.

Volvo w wersji wyścigowej.
Volvo w wersji wyścigowej (źródło: Julian Knutzen/Creative Commons 4.0).

Rozpacz Red Bull Racing

Podczas gdy w WTCC liczba konstruktorów może się powiększyć, to już w Formule 1 może niebawem ich ubyć. O wycofaniu się z rywalizacji bardzo poważnie myśli austriacki Red Bull. Powodem odejścia może okazać się brak silników na sezon 2016. Red Bull od początku sezonu zmaga się z bardzo słabymi jednostkami napędowymi konstrukcji Renault. Są one zawodne i nie pozwalają kierowcom na nawiązanie równorzędnej walki z Mercedesem, Ferrari czy Williamsem. Zawiedzeni postawą Francuzów szefowie austriackiego zespołu postanowili zakończyć współpracę z Renault.

Przez kilka ostatnich tygodni pojawiały się liczne plotki o domniemanych kontraktach na dostarczanie silników między Red Bullem a Mercedesem lub Ferrari. Niestety dla Austriaków, wszystkie rozmowy zakończyły się fiaskiem. Niemcy już dziś dostarczają jednostki innym zespołom i kolejny kontrakt nie jest im do niczego potrzebny. Podobnie jest z Włochami.

Tymczasem Renault ujęło się honorem i nie kwapi się do tego, aby ponowić współpracę z Red Bull Racing. Wszystko komplikuje również fakt, że już w 2016 roku Francuzi utworzą swój team fabryczny na gruzach słabego i zadłużonego Lotusa. Nie potrzebują więc do niczego Red Bulla.

Wypadnięcie ze stawki stajni Red Bull Racing jest na tyle realne, że głos w tej sprawie zabrał sam dyrektor techniczny zespołu – Adrian Newey:

– Obawiam się, że odpadniemy z Formuły 1. Mercedes i Ferrari odmówiły nam dostarczania silników, a nasze relacje z Renault są praktycznie zerwane. Nie wiedzę także możliwości ponownego nawiązania z nimi współpracy.

Adrian Newey - dyrektor zespołu Red Bull Racing.
Adrian Newey – dyrektor zespołu Red Bull Racing (źródło: Robyn/Creative Commons 4.0).

Sytuację Red Bulla skomplikowała dodatkowo FIA. Aby zapobiec praktyce sprzedaży starszych i słabszych silników, pojawił się nowy przepis, który zakazuje handlu i używania jednostek napędowych sprzed sezonu 2016. Chodzi o to, że każdy team powinien jeździć na takich samych silnikach (pod względem zaawansowania technicznego), jak zespoły fabryczne. Nie można w ten sposób „wciskać” mniejszym i biedniejszym stajniom staroci, które zalegają w magazynach, bo nie są już konkurencyjne.

Niestety dla Red Bulla oznacza to, że inni producenci mogą nie sprzedać im silników ze względu na strach przed konkurencją. Austriacki zespół potrafi zbudować dobry bolid i jeśli tylko będzie dysponować porządnymi jednostkami napędowymi, to może zagrozić pozycji liderów.

A co z Torro Rosso?

Zastanawiające są jednak losy brata Red Bull Racing – Scuderii Torro Rosso. Choć zespół należy do koncernu spod znaku latającego byka, to ma spora autonomię. W tym sezonie również korzysta z silników Renault i też na nie narzeka. Już od dawna mówi się, że Scuderia chce zmienić dostawcę jednostek.

Jako że Torro Rosso nie stanowi dla czołówki potencjalnie takiego zagrożenia jak Red Bull, to możliwe, że im ktoś zechce sprzedać śliniki. Kto to możne być? Stajnia jest zarejestrowana we Włoszech. Do tego w latach 2007-2013 używała jednostek Ferrari. Zatem ich powrót do rodzimych silników jest bardzo prawdopodobny.

Osobiście mamy nadzieję, że ostatecznie nikt nie wypadnie z rywalizacji w 2016 roku. Jeśli się tak jednak stanie, to nie sądzimy, aby ich garaże długo stały puste. Do startów w Formule 1 jest wielu chętnych. Królowa sportów motorowych próżni nie lubi.

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź