Stracona szansa polskiego bramkarza

Różnie układają się losy polskich bramkarzy, którzy od wielu lat kontynuują swoje kariery za granicą. Jedni mają pewne i niepodważalne miejsca w swoich zespołach, a inni próbują, często bezskutecznie, przebić się do podstawowej jedenastki. Odosobnionym przypadkiem jest Przemysław Tytoń, który po bardzo dobrym występie na Euro 2012 w barwach reprezentacji Polski mocno spuścił z tonu i od tamtego czasu jego karierę można określić jako sinusoidę albo wręcz krzywą opadającą z kilkoma pojedynczymi przebłyskami. Można je policzyć właściwie na palcach jednej ręki. Biorąc pod uwagę całokształt, były reprezentacyjny golkiper stracił swoją szansę, a jego wartość sportowa i forma mocno spadły. Dlaczego Tytoń się pogubił i nie gra aktualnie na miarę swojego talentu?

Głośno o polskim bramkarzu zrobiło się podczas turnieju Euro 2012 rozgrywanego na boiskach Polski i Ukrainy. Wychowanek Hetmana Zamość w spotkaniu inauguracyjnym z Grecją był tylko zawodnikiem rezerwowym. Dochodziła 70. minuta meczu, kiedy podstawowy golkiper „Biało-czerwonych”, Wojciech Szczęsny, sfaulował rywala i dostał czerwoną kartkę. Do bramki wskoczył z marszu, kompletnie nierozgrzany Tytoń, i we wspaniałym stylu obronił rzut karny wykonywany przez Giorgiosa Karagounisa. Jego interwencja zapewniła Polakom jeden punkt, a sam zawodnik stał się bohaterem mediów. Polskiego bramkarza wspomina jego były trener z Górnika Łęczna, Krzysztof Chrobak:

– Na linii Przemek zawsze był znakomity. To był jego największy atut ze względu na niesamowitą dynamikę. Mimo dużego wzrostu, przy każdych testach szybkościowych mieścił się zawsze w trójce najlepszych zawodników w drużynie.

Co ciekawe, Tytoń w dzieciństwie był zapalonym tancerzem. W parze z siostrą chodził na lekcje tańca towarzyskiego.

– I stąd zapewne wzięła się ta jego doskonała koordynacja ruchowa – podkreśla Bogusław Kaczmarek.

Trzy grupowe występy w pełnym wymiarze czasowym na Euro 2012 to było przysłowiowe „pięć minut” polskiego golkipera, które mogło mu pomóc w dalszym rozwoju i okazać się trampoliną do znacznie mocniejszego klubu, niż holenderskie PSV Eindhoven. Swego czasu interesował się nim nawet AC Milan, jednak ostatecznie z przenosin do klubu z Mediolanu nic nie wyszło i Polak musiał sobie szukać nowego pracodawcy, bowiem przegrywał rywalizację z Holendrem Jeroenem Zoetem.

W zespole „Czerwono-białych” Polak był wiecznym rezerwowym. Na boisku pojawiał się sporadycznie. W sumie, w ciągu 3 sezonów zagrał raptem w 39 meczach. W rozgrywkach 2013/14 przeżywał prawdziwą gehennę, kiedy został odsunięty od kadry pierwszego zespołu i trafił do zespołu rezerw, w którym rozegrał kilka meczów. Z pewnością Przemysław Tytoń nie tak wyobrażał sobie dalszą przygodę z holenderską Eredivisie, zważywszy na fakt, że w poprzednim klubie – Rodzie Kerkrade, był cenionym golkiperem, uznawanym za jednego z najlepszych w kraju słynącym z tulipanów i wiatraków.

Co prawda kontrakt Tytonia z klubem ze stadionu Philipsa obowiązuje aż do czerwca 2016 roku, ale na początku lipca 2014 r. pomocną dłoń wyciągnęło do Polaka hiszpańskie Elche. 28-letni golkiper został wypożyczony do klubu z Primera Division na rok z opcją pierwokupu.

Reprezentacyjny bramkarz przechodził do Hiszpanii z myślą o grze w podstawowej jedenastce i szybkiego wymazania z pamięci nieudanej trzyletniej przygody z PSV Eindhoven. Najpoważniejszym rywalem Tytonia w walce o bluzę z numerem jeden był hiszpański bramkarz, Manu Herrera. W debiucie reprezentant Polski został rzucony na głęboką wodę. Na stadionie Camp Nou Elche poległo z Barceloną 0:3, ale Tytoń w dzienniku „Marca” zebrał całkiem obiecujące recenzje i został uznany za najlepszego zawodnika swojego zespołu.

Kolejne tygodnie Tytonia na Półwyspie Iberyjskim były dla niego istną przeplatanką, podobną do jazdy kolejką górską. Polak nie błyszczał w następnych spotkaniach, a miarka przebrała się po meczu z Eibar, kiedy to Tytoń zawalił gola i był najsłabszym piłkarzem nie tylko tego meczu, ale całej kolejki, a w „Marce” dostał kompromitująca notę „2”. Dziennikarz z Elche Pablo Salazar podsumował w kilku słowach, dlaczego po tym meczu Polak stracił miejsce w pierwszym składzie „Zielonych Pasów”:

– Czarę goryczy przelała tragiczna wpadka w meczu z Eibarem, gdzie katastrofalnie pomylił się przy wyjściu do górnej piłki, co jest dodatkowo niezrozumiałe z uwagi na jego wzrost. Pomyłka Tytonia ściągnęła na niego gwizdy kibiców.

Trener Elche nie miał innego wyjścia i do łask wrócił Manu Herrera, który na dzień dobry w meczu z Realem Madryt puścił 5 bramek.

Na swoją drugą szansę w wyjściowym składzie Polak nie musiał długo czekać, bo tylko 5 ligowych kolejek. Umożliwiła mu to kontuzja Herrery, który doznał urazu barku. Tytoń do bramki powrócił 2 listopada 2014 r. w 10. serii gier, kiedy to Elche pokonało Espanyol 2:1. Reprezentant Polski wyraźnie pomógł swojemu zespołowi, zaliczając dwie świetne interwencje. Od tego czasu Tytoń nie opuścił ani jednego ligowego meczu i cieszy się zaufaniem Frana Escriby.