Gdy przed wczorajszym prestiżowym spotkaniem 6. kolejki Bundesligi pomiędzy Bayernem Monachium a Wolfsburgiem zobaczyłem podstawowe składy, w których nie było Roberta Lewandowskiego pomyślałem sobie, że Guardiola ma plan dla Polaka na ten mecz, ale prawdopodobnie dopiero od początku drugiej połowy. I może nawet polski napastnik strzeli jakąś bramkę albo i dwie, które pomogą Bawarczykom odwrócić niekorzystny przebieg spotkania po pierwszej części meczu.

Jednak w najbardziej optymistycznym wariancie nie podejrzewałem, że tym występem Polak przejdzie do annałów, nie tylko niemieckiego futbolu, ale całej dyscypliny tego sportu, a do określenia jego szalonego, kosmicznego występu ciężko będzie znaleźć właściwe słowa, które by oddawały wyczyn, którym zapisał się w historii Bundesligi złotymi zgłoskami. To trzeba było po prostu zobaczyć! Może po prostu 22 września trzeba nazwać dniem Roberta Lewandowskiego.

Zacznijmy jednak od początku. Pierwsza połowa spotkania bez Polaka w składzie była dla Bawarczyków bardzo słaba. Nie dość, że podopieczni Pepa Guadioli mieli problem z konstruowaniem akcji w ataku, to ich poczynania w formacji ofensywnej były bardzo nieudolne i sporadyczne, nie stanowiące praktycznie żadnego zagrożenia dla bramki szwajcarskiego golkipera Wilków Diego Benaglio.

To raczej zespół Wolfsburga kontrolował przebieg spotkania i dość szybko, bo już w 26. minucie zdobył bramkę po ładnym i niezwykłe mocnym strzale Daniela Caligiuriego. Później podopieczni Dietera Heckinga schowani za podwójną gardą czyhali na przeprowadzenie kolejnych kontr i zdobycie następnych goli.

W zespole mistrza Niemiec bardzo niewidoczny był Mario Goetze, swojego dnia nie miał również Thomas Mueller – najlepszy przed tym spotkaniem strzelec Bayernu w lidze – 6 goli.

Ponadto bardzo kłuła w oczy nieporadność i ślamazarność monachijskiej ekipy, nie tylko w rozgrywaniu, ale także poruszanie się po boisku niemal każdego z graczy w jednostajnym tempie.

Gdy dodamy do tego Manuela Neuera, który pomimo tego, że jest bramkarzem, to wciela się w każdym meczu w piątego obrońcę. Niemiec podejmuje decyzje niosące w sobie, zarówno nutkę szaleństwa, jak i ryzyko utraty gola w postaci odważnych wybiegów daleko na przedpole własnej bramki. Wczoraj Neuer miał mnóstwo szczęścia pod koniec pierwszej połowy, gdy swoim wyjściem zapędził się aż. na… 50 metr boiska! Tylko niesamowitemu fartowi i niebiosom Bayern mógł zawdzięczać to, że nie stracił bramki na 2:0. Do piłki dopadł pomocnik Wilków Joshua Guilavogui, którego uderzenie z połowy boiska wylądowało na słupku bramki Bawarczyków i to prawdopodobnie tylko dzięki temu, że murawa była nasiąknięta wodą i piłka dostała poślizgu.

Skupmy się teraz na piłkarzu, wokół którego kręciła się druga część gry. Od jej początku na boisku zameldował się rekonwalescent Robert Lewandowski, który zmienił całkowicie bezproduktywnego Thiago Alcantarę. Polak nie zagrał w ostatnim spotkaniu Bundesligi z beniaminkiem z Darmstadt z powodu kontuzji stawu skokowego.

Po wejściu 27-letniego reprezentanta Polski na boisko gra Bayernu zaczęła wyglądać zupełnie inaczej, a akcje z każdą minutą nabierały rozpędu, zaczęły się ładnie zawiązywać oraz były przeprowadzane z pomysłem, gracją, a przede wszystkim skutecznie.

Swój wielki show, teatr jednego aktora Lewandowski rozpoczął w 51. minucie, gdy z bliska doprowadził do wyrównania. Minęła nie cała minuta, a Polak miał już na koncie swoją bramkę numer dwa, gdy precyzyjnie przymierzył tuż przy słupku zza pola karnego. W 55. minucie polski napastnik skompletował klasyczny hat-trick, kiedy strzałem na 3 raty doprowadził do ekstazy cały stadion Allianz Arena. Dwie minuty później po dograniu z lewego skrzydła Douglasa Costy, Lewandowski atomowym strzałem pod poprzeczkę trafił do siatki po raz czwarty! To nie był jednak koniec jego strzeleckich popisów. W 60. minucie po dograniu Mario Goetze, Polak zdobył swoją najpiękniejszą bramkę w tym meczu, a być może także w całej karierze. 27-latek ekwilibrystycznym strzałem z powietrza, nożycami, w niezwykle efektowny sposób ustalił wynik spotkania na 5:1.

Na skompletowanie 5 bramek Lewandowski potrzebował zaledwie 9 minut i jest pierwszym piłkarzem w historii Bundesligi, który po wejściu z ławki rezerwowych dokonał tego w ogóle i w tak krótkim odstępie czasu! Poprzedni rekord należał do Dietera Hoenessa – 5 goli w 21 minut w 1984 r.

Robert Lewandowski pobił także inne rekordy – zdobył najszybszy hat-trick w historii Bundesligi w 202 sekundy oraz najszybszą karetę w lidze niemieckiej (7 minut!). Poprzedni należał do Martina Petrova – 4 gole w 17 minut. Doprawdy niewiele brakowało, aby Polak wyrównał jeszcze jedno niebywałe osiągnięcie, a mianowicie 6 strzelonych goli w meczu. Uderzenie Lewandowskiego z linii bramkowej jakimś cudem wybił obrońca Wilków Rodriguez. Przetrwał zatem tylko jeden rekord Dietera Muellera z 1977 roku.

W całym spotkaniu Polak dotknął piłkę zaledwie 9 razy, oddał w sumie, licząc z zablokowanymi 9 strzałów! Ponadto 27-latek wymazał z tablicy rekordowe osiągnięcie Michaela Tonniesa, który w 1991 roku także miał na koncie pokera, jak się określa zdobycie 5 goli, ale i najszybszy hat-trick w historii (5 minut).

Polski snajper wysunął się na czoło klasyfikacji strzelców Bundesligi w sezonie 2015/16 z 8 golami na koncie po 6. kolejkach. Jakby tego było mało to Lewandowski stał się piątym najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Bundesligi. Dotychczas posyłał piłkę do siatki aż 99 razy! Natomiast w całej swojej karierze zdobył już 250 goli! Należy również dodać, że Polak jest drugim obcokrajowcem w historii ligi niemieckiej, który zdobył pięciopaka w jednym meczu. Pierwszym był Islandczyk Atli Edvaldsson z Fortuny Duesseldorf w 1983 roku.

Od dawna wiedziałem, że Robert Lewandowski jest graczem klasy światowej, piłkarzem, który umie na boisku zrobić różnicę, zdobyć bramkę w niezwykle efektowny sposób, znaleźć się w idealnej sytuacji, którą może zamienić na gola. Nie sądziłem jednak, że tym występem będzie pisać się historia Bundesligi, która może przetrwać wieki i to w dodatku z rolą pierwszoplanową naszego snajpera. Polski napastnik szanowany nie tylko w Niemczech, ale i na świecie, a ponadto rozpoznawalny przez miliony fanów przeszedł do historii w sposób spektakularny. Jakże wymownym obrazkiem po 5 golach Lewego strzelonych Wolfsburgowi, była reakcja Pepa Guardioli, który był w szoku. Hiszpański trener nie dowierzał i łapał się za głowę po olśniewającym występie Polaka. Przeżył coś takiego, podobnie jak Lewandowski, po raz pierwszy w karierze. Swój fenomenalny występ i z pewnością nie będzie ani trochę przesadą, jeśli napiszę, że najlepszy w życiu 27-letni napastnik uświetnił akurat, gdy w Niemczech odbywa się święto piwa – Oktoberfest.

Do wszystkich niedowiarków, a także osób, które wcześniej nie były przekonane, co do umiejętności, techniki i klasy Polaka, wczorajszym występem Lewandowski rzucił ich na kolana i udowodnił, że powinniśmy wszyscy być dumni, że mamy takiego piłkarza, który w pojedynkę i na tak wysokim szczeblu, ponadto z bardzo wymagającym rywalem jest w stanie zdobyć 5 bramek w jednym spotkaniu i zapisać się na stałe złotymi zgłoskami w historii nie tylko Bayernu, ale całej Bundesligi.

Robert Lewandowski tak naprawdę nie musiał niczego udowadniać, bo już przed wczorajszym, kosmicznym meczem, wiadomo było, że Polak jest jednym z najlepszych napastników na świecie. Swoją formą, pięciopakiem z VfL Wolfsburg pokazał tylko, jak wielkie drzemią w nim umiejętności i że mamy do czynienia ze snajperem kompletnym, z najwyższej półki, którego chciałby mieć w swoich szeregach każdy trener z topowych klubów europejskich na czele z Barceloną, Realem Madyt, Chelsea czy też PSG.

Lewy swoim spektakularnym występem, ocierającym się o geniusz potwierdził, że w hierarchii piłkarzy wybitnych można go śmiało plasować niemal na równi z Leo Messim czy też Cristiano Ronaldo. Lewandowski został zatem żywą legendą Bundesligi.

Prawdopodobnie zabrakłoby skali ocen, aby napisać, jakiego wyczynu dokonał Polak w meczu z Wilkami. Po prostu trzeba zobaczyć to spotkanie, a w zasadzie wystarczy tylko 9 minut pomiędzy 51, a 60 minutą gry. Jeśli ktoś nie miał okazji, to każdemu polecam obejrzeć chociażby skrót. Łatwość zdobywania bramek – niemal jak na treningu, znajdowanie się w odpowiednim miejscu i czasie, a także urozmaicony repertuar uderzeń Polaka – gole prawą i lewą nogą, a także bajeczny strzał nożycami potwierdza tylko wielką sportową klasę Lewandowskiego.

Cieszę się, że przyszło mi żyć w czasach, w których futbol ma herosów w postaci Messiego i Ronaldo, dla których bicie kolejnych rekordów jest niczym chleb powszedni, ale niezwykle pękam z dumy i jestem niesamowicie szczęśliwy, że w tym gronie mamy także swojego herosa Polaka Roberta Lewandowskiego, którego osiągnięcie przejdzie do annałów całego piłkarskiego świata, a za wiele lat kolejne pokolenia ludzi będą opowiadać swoim wnukom i dzieciom historyczne osiągnięcia, które tworzą się na naszych oczach i są udziałem chłopaka, który pierwsze kroki swojej kariery stawiał w Warszawie, tak mi bliskiej i nieodłącznie ze mną związanej od wielu dobrych lat.

źródło zdjęcia wyróżniającego: Oficjalny profil Bayernu Monachium na Facebooku

2 KOMENTARZE

Zostaw odpowiedź