8 meczów i tylko 1 stracona bramka. Myślicie, że takim dorobkiem mogą pochwalić się Niemcy, Hiszpanie albo Anglicy? Nic bardziej mylnego. Najlepszą defensywę w eliminacjach EURO 2016 mają… Rumuni.

Rumuńscy kibice na udział swojej reprezentacji w finałach wielkiej imprezy czekają już od 2008 roku, kiedy to na austriackich i szwajcarskich boiskach ich drużyna rywalizowała, bez powodzenia, z Francją, Holandią i Włochami. Co prawda kompromitacji nie było, bo przecież Rumuni trafili do grupy śmierci, a i tak udało im się zdobyć 2 punkty (zremisowali 0:0 z Francją i 1:1 z Włochami). Mimo to odpadnięcia po fazie grupowej na pewno nie można było uznać w kraju za sukces. Lepiej miało być na kolejnych dużych turniejach. Jednak problem w tym, że w eliminacjach do mundialu 2010 Rumunia wygrała jedynie z Wyspami Owczymi i potrafiła przegrać m.in. 0:3 z Litwą, 0:5 z Serbią czy 1:2 z Austrią. Ostatecznie podopieczni Victora Piturki zajęli kompromitujące przedostatnie miejsce w stawce, a selekcjoner musiał szukać sobie nowego zajęcia (jak się później okazało – nie na długo).

Zmiana na stanowisku trenerskim na niewiele się zdała. Do EURO 2012 Rumunia także nie awansowała, a Razvana Lucescu na stołku trenerskim dość szybko zastąpił stary dobry znajomy Piturka. Brak sukcesów przełożył się na spadek Rumunii na najgorsze w historii miejsce w rankingu FIFA – 57. (luty 2011 roku).

W kwalifikacjach do brazylijskiego mundialu było już dużo lepiej – Rumuni zajęli 2. miejsce w grupie, ustępując jedynie Holandii. W pokonanym polu pozostawili zaś m.in. Węgry i Turcję. W barażach los połączył ich z Grecją, co początkowo wydawało się szczęśliwym trafem. Futbolowa rzeczywistość okazała się jednak brutalna – 3:1 oraz 1:1, i to Hellada świętowała awans.

Kwalifikacja zamiast pięknego stylu

Przejęcie drużyny przez Anghela Iordanescu okazało się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. 64-krotny reprezentant kraju uporządkował grę reprezentacji. Jego oczkiem w głowie stała się żelazna obrona, a od stylu ważniejsze są dla niego zdobywane punkty. Efekt? W 8 meczach eliminacji EURO 2016 Rumunia straciła zaledwie jedną bramkę i z dorobkiem 16 punktów zajmuje drugie miejsce w grupie (punkt straty do liderującej Irlandii Północnej i 3 punkty przewagi nad Węgrami).

W linii obrony Iordanescu ma 3 pewniaków: Drago Grigore, Vlada Chirichesa oraz Razvana Rata. Brakujące ogniwo stanowi jedynie prawa strona defensywy. Najczęściej na tej pozycji występuje Paul Papp, nominalny stoper. A kiedy obrona nie jest w stanie zatrzymać ataku przeciwnika, Rumuni mogą jeszcze liczyć na Cipriana Tatarusanu. Bramkarz Fiorentiny popisał się już w tych kwalifikacjach kilkoma wybornymi robinsonadami.

Jeśli miałbym w składzie Daniego Alvesa albo Rafinhę, to nie musiałbym z konieczności wystawiać na prawej obronie Paula Pappa – żartował niedawno Iordanescu.

Snajperów nie dowieziono

Jednak kibice w Bukareszcie i okolicach wciąż drżą o awans, bowiem ich podopieczni mają spore problemy ze strzelaniem goli. Rumunia może aktualnie „pochwalić się” wynikiem 338 minut od czasu, gdy Claudiu Keseru jako ostatni pokonał golkipera rywali. Jeszcze tylko 75 minut i podopieczni Iordanescu pobiją niechlubny narodowy rekord zastoju strzeleckiego z 1948 roku. Mimo to selekcjoner zachowuje spokój i podkreśla, że czasy, kiedy Rumunia potrafiła zdominować niemal każdego rywala i wygrywać wysoko, tak jak miało to miejsce w latach 90., już minęły i raczej prędko nie wrócą. Teraz liczy się tylko awans na EURO 2016. A styl? Kto by się nim przejmował.