Skarb kibica od Fali Sportu

Zaczyna się robić coraz zimniej, coraz ciemniej i każdy jest coraz bardziej niewyspany. Te wszystkie czynniki nie pozostawiają złudzeń, że jesteśmy o krok od inauguracji sezonu zimowego. Za nami pierwszy PŚ w narciarstwie alpejskim i w short-tracku. My jednak oczekujemy na start sezonu w skokach narciarskich. Będzie to dla nas sezon niezwykły i niepowtarzalny, a dlaczego? O tym już za chwilę…

Z polskiego obozu…

Pierwszy raz w historii, zaczynamy sezon, mając w składzie podwójnego mistrza olimpijskiego. Kamil Stoch już nie musi nam niczego udowadniać. Na swoim koncie ma już Mistrzostwo Świata z Val di Fiemme, brąz w drużynie, podwójne mistrzostwo olimpijskie, Puchar Świata, kilkanaście wygranych konkursów i kilkadziesiąt miejsc na podium – to najlepsza możliwa rekomendacja dla Stocha. Chyba już nikt nie musi pytać czy Kamil da radę zastąpić Małysza. On  jest na najlepszej drodze, by poprawić osiągnięcia Adama.

Warto również pamiętać, że wreszcie mamy drużynę, której nie musimy się wstydzić. Po trochę słabszej formie w poprzednim sezonie, latem do genialnej dyspozycji wrócił Piotr Żyła, przypominając sobie sukcesy z końcówki sezonu 2012/13. Programowo rozwija się Maciej Kot, świetnie naciskają młodzi z Ziobro, Murańką, Mistrzem Świata Juniorów – Wolnym i Zniszczołem. Warto pamiętać również o kilku innych utalentowanych juniorach. Dysponujemy jedną z najmłodszych reprezentacji w PŚ, która ma olbrzymi potencjał i robi wszystko by go wykorzystać.

Sezon letniej GP nie był dla nas do końca udany. Wiadomo było od początku, że najlepsi zawodnicy nie będą występować w każdym kolejnym konkursie, co nie dało im bardzo wysokich lokat w klasyfikacji generalnej, zwłaszcza że niektóre konkursy kończyły się poniżej oczekiwań. Mimo tego, bardzo ważne jest, że na pierwszy zimowy period, który w tym sezonie potrwa aż do TCS, wywalczyliśmy maksymalną kwotę startową w PŚ (7 zawodników) i w PK (6 zawodników), co może pozwolić oskakać poszczególnych zawodników na imprezę docelową, jaką będą MŚ w szwedzkim Falun.

Od zakończenia kariery Małysza pierwszy raz przystępujemy do sezonu w roli obrońców. Stoch będzie bronić kryształowej kuli i złota MŚ sprzed dwóch lat, ponadto celem drużyny będzie utrzymanie miejsca na pudle w docelowej imprezie sezonu.  Nie da się również ukryć, że chcielibyśmy mieć minimum 2 skoczków w pierwszej dziesiątce PŚ, a w trzydziestce pięciu. Wydaje się, że na nasz obecny stan posiadania takie założenia są realne do zrealizowania. Ważne jest bowiem mieć mocną czwórkę do drużyny i ponadto silnego piątego zawodnika,  który zawsze będzie mógł wskoczyć do zespołu przy ewentualnej słabszej dyspozycji jednego z kolegów. Zwłaszcza, że dzięki temu, że Stoch będzie bronić złota w Falun, na wielkiej skoczni będziemy mieć prawo wystawić właśnie piątkę skoczków, gdyż Kamil jako obrońca tytułu – do standardowej czteroosobowej grupy zaliczanym nie będzie.

… a po lecie zima…

Tutaj  warto będzie się przyjrzeć zawodnikom, którzy latem wyskoczyli jak króliki z kapelusza do czołówki. Faktem jest to, że bardzo często największe gwiazdy odpuszczają LGP, ale w czołówce znaleźli się w dużej mierze zawodnicy, którzy na ogół oscylowali w granicach trzydziestki, albo nawet nie byli bliżej znani kibicom skoków narciarskich. LGP wygrał Jernej Damjan, reprezentant Słowenii. Jest to zawodnik oczywiście bliżej znany kibicom, ale nigdy nie odnosił podobnych sukcesów i nie plasował się regularnie w pierwszych dziesiątkach zawodów tej rangi. Jeszcze większym zaskoczeniem jest nowa twarz kadry Norwegii. Phillip Sjoeen skakał bardzo często i powtarzalnie latem, co pozwoliło zająć mu drugie miejsce w klasyfikacji. Pytanie czy dobrą formę z lata przełoży na zimę? Kiedyś już był taki zawodnik, który robił furorę latem, był to Amerykanin Clint Jones. Często stawał na podium latem, zimą miał problem przejść kwalifikacje… Trzeci był Japończyk Taku Takeuchi, który już miewał w swojej karierze nie małe przebłyski, więc można liczyć, że jego dyspozycja nie jest przypadkiem. Czwartego Schlierenzauera przedstawiać nikomu nie trzeba, zaś piąte miejsce zajął najlepszy z biało-czerwonych wracający do coraz lepszej formy Piotr Żyła. Słynący z niekonwencjonalnych wypowiedzi zawodnik, spisywał się naprawdę dobrze i regularnie, co pozwala mieć nadzieję, że ugruntuje swoją pozycję na poziomie TOP  10 w PŚ, a może nawet troszkę wyżej? W pierwszej dziesiątce z lata mamy jeszcze dwa większe zaskoczenia – szósty był drugi z Japończyków Yunshiro Kobayashi, który dotychczas balansował między pierwszą, a drugą serią konkursową. Fakt, że 217 punktów w  aż 9-ciu letnich występach nie daje wybitnej średniej,  ale wysokiej pozycji w generalce nie mamy mu prawa odebrać. Zaskoczeniem może być również dziesiąta pozycja dla Nowrega Tande. Stosunkowo nowa twarz w kadrze Wikingów uplasowała się na bardzo wysokim miejscu. Ponadto warto zauważyć, że miał on dużo wyższą średnią od wspomnianego Kobayashiego, gdyż wyskakał 198 punktów, ale w zaledwie sześciu startach. Widać więc po Tande i Sjoeenie naturalną wymianę w drużynie Norwegii, która w ostatnich sezonach nie była aż tak groźna. Dokładając do tej układanki jedenastego latem Stjernena, na usta ciśnie się pytanie gdzie są poprzedni Norwegowie? Dużym zaskoczeniem jest też dobra szesnasta pozycja wcześniej nieznanego Rosjanina Bojarnicewa. Czyżby po fatalnych igrzyskach w Soczi i śmierci Pawła Karelina, rosyjskie skoki powoli się odbudowywały? Ciężko wyciągać daleko idące wnioski z letniego sezonu, jednakże jak to bywa po sezonie olimpijskim nie da się ukryć, że idzie nowe…

Życie po Pointnerze?

Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Nie da się jednak oprzeć wrażeniu, że tegoroczny sezon skoków narciarskich dla Austriaków będzie wielką niewiadomą. Po dziesięciu latach z prowadzenia kadry reprezentacji Austrii zrezygnował Alexander Pointner. Jeszcze trzy lata temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Austria miała po 4-5 zawodników w pierwszej dziesiątce PŚ, wygrywała jak chciała konkursy drużynowe, a indywidualnie niemal z każdego konkursu przywoziła minimum jedno miejsce na podium, niejednokrotnie zajmując całe pudło. Widać jednak, że Austriacy nieco przespali okres odświeżenia kadry. Obecna drużyna nieco się już zastała, brakło świeżej krwi, która napłynęła u Niemców, Polaków i Słoweńców, stąd słabsze wyniki reprezentacji. Te wszystkie czynniki skłoniły Pointnera do nieprzedłużenia umowy z Austriackim Związkiem Narciarskim. Pytanie jak sobie poradzi jego następca Heinz Kuttin. Kilkanaście lat temu, obaj razem skakali w kadrze Austrii, teraz jeden ustępuje drugiemu miejsca w gnieździe trenerskim. Kuttin jest dobrze znany polskim kibicom. Prowadził bowiem przez dwa lata kadrę Polski, jednakże bez większych sukcesów. Dla kibiców skoków narciarskich szybko stał się wrogiem publicznym numer jeden i razem z innym byłym austriackim skoczkiem Stefanem Horngacherem zakończyli współpracę z PZN. Teraz Kuttin ma przed sobą największą trenerską okazję do zaprezentowania swoich możliwości. W kadrze Austrii nadal nie brakuje bardzo dobrych zawodników, których stać na wielkie sukcesy, nie da się jednak ukryć, że wobec nacisku innych drużyn, gdzieś posypała się idealna układanka w wykonaniu kadry Austrii. Schlierenzauer miał zdominować skoki na lata, w wielu krajach takich jak Niemcy i Polska zainteresowanie skokami zaczęło spadać, wobec braku rywalizacji międzynarodowej. Po dwóch latach jednak wszystko wróciło do normy, a skoki są wyrównane tak, jak jeszcze nie były od lat 90. Nie da się więc ukryć, że Austria jest na pewno największą zagadką tego sezonu, zwłaszcza że…

…Morgenstern zakończył karierę…

Mistrz olimpijski z Turynu, wielokrotny zwycięzca konkursów Pucharu Świata i medalista największych imprez indywidualnie i drużynowo, po kolejnym feralnym upadku, postanowił już nie ryzykować i zakończyć sportową karierę. Jego historia jako skoczka narciarskiego na pewno zapisała się w dużej mierze pod znakiem wspomnianych upadków. Wielokrotnie kibice powątpiewali, czy Morgi będzie wstanie wrócić do skakania, jednakże po chyba najgroźniej wyglądającym upadku w Kussamo, już po miesiącu skakał w Turnieju Czterech Skoczni i zajął miejsce na podium. Świat skoków bez Morgiego na pewno będzie uboższy…

Jak wyglądają nacje?

To bardzo ciekawe pytanie. O Austrii napisałem już właściwie wszystko.  W siłę rośnie Słowenia. Po świetnym sezonie Prevca, który wyrasta na kolejnego geniusza skoków, objawił się latem Damjan. Szturmem zaś napierają coraz młodsi Słoweńscy skoczkowie. W reprezentacji Niemiec stworzyła się bardzo solidna ekipa na lata. Ciężko tam bowiem znaleźć jakiegoś bardzo doświadczonego zawodnika. Freund, Kraus, Freitag, Wellinger i kilku innych udowadniają, że dwu-trzy letni kryzys w niemieckich skokach, który odbijał się na zainteresowaniu TCS, już odszedł w zapomnienie i nikt nie płacze za Hannavaldem czym Schmittem. Nadal w kryzysie tkwią Finowie. Nie widać jednak przesłanek, by owy kryzys miał  się skończyć, gdyż drużynę budują nadal te same persony. Czesi znów stoją pod znakiem Koudelki, chociaż różne głosy mówią o renesansie formy Jandy (który jednak nie zakończył kariery) oraz o dwóch młodych zawodnikach. Japończycy standardowo z formą kryją się na swoim kontynencie. Jest to jednak na tyle nieprzewidywalna drużyna, że nie da się nic powiedzieć przed sezonem. U Norwegów jak już pisałem idzie wybitnie nowe. Ciężko stwierdzić jak spiszą się nowi członkowie kadry i kto z tej starej jeszcze w niej pozostanie. Rosjanie cały czas walczą o odbudowanie swojej niezłej pozycji na arenie międzynarodowej, pytanie czy po igrzyskach w Soczi wystarczy im chęci i motywacji. W innych krajach ciężko o czymś napisać. Nie da się ukryć, że nie należą one do czołówki, jednakże coraz głośniej o ewentualnych startach Rumunów i Turków w PŚ. Ponadto Kazachowie chwalą się, że jeszcze nigdy nie poczynili takich postępów jak przed tym sezonem. Grupę startujących w PŚ uzupełnią zapewne pojedynczy Włosi, Bułgarzy, Słowacy, Francuzi, Koreańczycy i kilka innych ekip. Wydaje się jednak, że będzie to okraszone mizernym skutkiem.

Co z transmisjami?

To chyba najważniejsze pytanie dla polskich kibiców. Pierwszy raz w historii bowiem nie można było zakupić praw do wszystkich konkursów PŚ u jednego pośrednika. W ostatnich sezonach na ogół TVP wybierała zdecydowaną większość konkursów, zaś wszystkie były na Eurosporcie. Teraz nie da się ukryć, że sytuacja jest inna. Prawa do Austriackich zawodów ma bowiem zupełnie inny pośrednik, który żąda za nie ogromnych pieniędzy. TVP nadal prowadzi negocjacje, zaś Eurosport ponoć ma prawa do całego sezonu. Ponoć, ale polska grupa nie potwierdza, czy francuska centrala zakupiła pakiet dosłownie wszystkich konkursów. Nie wiadomo więc w tym wypadku co z drugą częścią Turnieju Czterech Skoczni !!! Braki mogą również objąć loty w Bad Mittendorf. Jak to się rozstrzygnie – zobaczymy. Póki co jest jedna wielka zmowa milczenia. Należy jedynie uspokoić, że MŚ w Falun pokaże i TVP i Eurosport. Tutaj problemu nie będzie.

Zapraszamy do kibicowania, start sezonu już za tydzień. W piątek kwalifikacje do konkursu indywidualnego, w sobotę pierwsza drużynówka, zaś w niedzielę – konkurs indywidualny. Tym razem inauguracja odbywa się w niemieckim Klingenthal.

 

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź