Tenisowe rozgrywki deblowe nie cieszą się takim zainteresowaniem jak mecze singlowe, ale nawet przeciętny kibic nie może im odmówić atrakcyjności. 19 marca zmagania kobiecych par straciły najlepszy team ostatnich lat. Sara Errani i Roberta Vinci, które od roku 2012 zasiadają na tronie rankingu deblowego, ogłosiły zakończenie wspólnej kariery deblowej.

Mieszanka slajsu i topspinu

Poza niemal identycznymi warunkami fizycznymi (Vinci 163 cm, Errani 164 cm wzrostu i obie po 60 kg wagi), mogłoby się wydawać, że obie tenisistki więcej dzieli, niż łączy. Starsza o cztery lata Roberta Vinci pochodzi z Tarentu – punktu, który na mapie Półwyspu Apenińskiego znajduje się na „obcasie” włoskiego buta. W wieku sześciu lat zawodniczka rozpoczęła swoją przygodę z rakietą w klubie tenisowym z rodzinnego miasta. Sara Errani urodziła się zaś w Bolonii na północy Włoch, jednak w swojej ojczyźnie nie znalazła uznania w oczach trenerów. Za to chętnie do swojej akademii na Florydzie przyjął ją legendarny trener Nick Bollettieri. Siostry Williams, Maria Sharapova, Andre Agassi, Boris Becker czy Monica Seles – to tylko kilka mistrzowskich kropli w oceanie wychowanków, którzy szkolili się pod okiem syna włoskich imigrantów.

Choć obie Włoszki, z racji warunków fizycznych, uważane są za zawodniczki nastawione na defensywę, to preferowane przez nich style rozgrywania akcji również różnią się od siebie. Vinci znana jest ze swoich backhandowych slajsów, mających wyciągnąć przeciwniczkę z linii końcowej boiska bliżej siatki. Jej młodsza rodaczka, chcąc zneutralizować przewagę fizyczną rywalek, opiera się na silnych uderzeniach topspinowych.

Włoska karta historii

Ich deblowe ścieżki skrzyżowały się po raz pierwszy w lutym 2009 roku, a współpracę na poważnie rozpoczęły sezon później, bardzo szybko odnosząc swoje pierwsze wspólne zwycięstwo w Marbelli. Od tego momentu Włoszki wygrały wspólnie 22 turnieje rangi WTA, w tym pięć wielkoszlemowych (Australian Open 2013 i 2014; Roland Garros 2012, Wimbledon 2014, US Open 2012). Wielu obserwatorów zauważyło, że poprawa gry Sary Errani w 2012 roku zbiegła się ze zmianą dostawcy jej rakiet. Włoszka zamieniła Wilsona na markę Babolat, co kosztowało ją 30 000 euro za zerwanie umowy. Szybko jednak załatała tę dziurę w budżecie. Szacuje się, że Włoszki zarobiły na korcie ponad 18 milionów dolarów.

Szalona radość na zielonym, wydeptanym trawniku kortu centralnego All England Lawn Tennis and Croquet Club w 2014 roku oznaczała jedno – Roberta Vinci i Sara Errani wygrały Wimbledon i jako piąta para żeńska znalazły się w panteonie tenisistek, które skompletowały „karierowego” Wielkiego Szlema w rozgrywkach deblowych. Wcześniej do historii pod tym względem wpisały się: Serena i Venus Williams, Martina Navratilova i Pam Shriver, Gigi Fernandez i Natasha Zvereva oraz Kathy Jordan i Anne Smith.

Do sukcesów w imprezach WTA doszły wielkie osiągnięcia z reprezentacją Włoch w Pucharze Federacji. Roberta Vinci była już częścią fedcupowej drużyny, kiedy Italia po raz pierwszy w historii triumfowała w tych rozgrywkach w 2006 roku. Sara Errani dołączyła do reprezentacji później, ale i tak zdążyła sięgnąć po Puchar Federacji razem ze swoją partnerką deblową trzykrotnie w latach 2009, 2010 i 2013. Złotą generację włoskich tenisistek na początku XXI wieku uzupełniły: Mara Santangelo, Flavia Penetta, Francesca Schiavone i Karin Knapp.

Petto, dito, mano

Mimo wielu różnic Robertę Vinci i Sarę Errani połączyła chemia na korcie i wielka, prawdziwa przyjaźń poza nim. Kiedy w 2012 roku w czwartej rundzie US Open Errani wygrała z Angeliką Kerber, a Vinci niespodziewanie pokonała Agnieszkę Radwańską, drabinka turniejowa skojarzyła obie Włoszki w ćwierćfinale. Przyjaciółki nie martwiły się o to, że któraś z nich odpadnie w „siostrzanym” pojedynku. Płakały ze szczęścia, że jedna z nich na pewno zagra w półfinale. Dla Włoszek bez względu na wynik bezpośredniego pojedynku, US Open 2012 i tak był magiczny. W turnieju deblowym Vinci i Errani powtórzyły bowiem wyczyn z Paryża i po raz drugi sięgnęły po najcenniejsze tenisowe trofeum – puchar Wielkiego Szlema. Po meczu z czeską parą: Andrea Hlaváčková i Lucie Hradecká, Włoszki świętowały sukces popularnym w swojej ojczyźnie „petto, dito, mano”.

Taniec zwycięstwa włoskiej pary znany jest w tenisowym świecie jako „Cichis Dance”, a geneza nazwy sięga hiszpańskich kortów, na których często trenuje Sara Errani. Tam, mierząca 164 cm wzrostu Włoszka, zyskała sobie przezwisko „Chiquita” (tłum. mała dziewczynka), a Roberta Vinci nieco skróciła tę nazwę, nadając jej bardziej włoskiego charakteru pod postacią „Chici”. Nie trzeba było długo czekać, aby włoscy kibice ochrzcili swój najlepszy debel mianem „Le Chicis”.

Przechodząc na swoje

Doskonałe partnerki deblowe całkiem nieźle radzą sobie również pracując na swoje indywidualne konta i teraz po rozstaniu chcą w pełni skoncentrować się na osobistych wyzwaniach. Sara Errani to w końcu była rakieta numer pięć, mająca na swoim koncie osiem zwycięstw w turniejach WTA. W 2012 roku była o krok od kolejnego wyczynu, zarezerwowanego dla największych tenisowych legend, a więc podwójnego zwycięstwa na jednej imprezie wielkoszlemowej. Do wygranej w turnieju deblowym Roland Garros nie dołożyła ostatecznie triumfu w singlu. W finale musiała uznać wyższość Marii Sharapovej. Kończąc w tym roku 28 lat, Errani czuje zapewne, że to ostatni dzwonek, aby spełnić się również w roli tenisistki singlowej.

Vinci nie doszła do TOP 10, zatrzymując się na pozycji numer 11, ale wygrała o jeden turniej więcej od swojej młodszej przyjaciółki. Ciekawie zapowiadają się ewentualne bezpośrednie pojedynki byłych już partnerek deblowych. Po przeciwnych stronach siatki obie panie spotkały się do tej pory dziesięciokrotnie, a bilans spotkań to 6:4 na korzyść Sary Errani. Do finału turnieju WTA Włoszki doszły razem tylko raz – w 2013 roku w Palermo, gdzie górą była z kolei Roberta Vinci.

2 KOMENTARZE

Zostaw odpowiedź