Zna go każdy kibic żużla. Wiecznie uśmiechnięty, wielki profesjonalista, wreszcie absolutny rekordzista. Amerykanin Greg Hancock został 11 października Indywidualnym Mistrzem Świata na Żużlu. 44 lata absolutnie mu nie przeszkadzają. Oto sylwetka idola pokoleń.

Lata 90.

Jeśli mówić o samym początku kariery Grina, to trzeba koniecznie wspomnieć także o Billym Hamillu. Urodzony w Kalifornii żużlowiec razem z Hancockiem przybył do Wielkiej Brytanii w 1988 roku. Już wtedy można było w nich obu zobaczyć nieprzeciętny talent. W 1996 roku to właśnie Billy zdobył złoty medal IMŚ, zaś urodzony w Whittier żużlowiec zadowolił się brązem. Wspólnie z Hamillem  sięgnęli po złote medale Drużynowych Mistrzostw Świata, a w 1997 roku Hancock sięgnął po indywidualną koronę. Już wtedy tryskał energi, zyskiwał sobie rzeszę fanów, szczególnie na Wyspach Brytyjskich  i był wszędzie. Nie było turnieju Grand Prix, który by opuścił (aż do 2014 roku).

XXI wiek

Dobrze pamiętam pierwszy raz, kiedy dane było mi oglądać Grega na żywo. Sezon 2001 w Ekstralidze i pamiętny finał pomiędzy Apatorem Adrianą Toruń a Atlasem Wrocław. Moja drużyna tryumfowała po tym jak Tony Rickardsson i Wiesław Jaguś pokonali w 15-stym biegu Amerykanina i Sebastiana Ułamka. Wtedy już było widać po Grinie jego charakter. Po porażce i „zaledwie” srebrnym medalu, Hancock dziękował kibicom za wspaniały doping z wrodzonym uśmiechem na twarzy. Pomyślałem sobie, że na pewno go polubię. Na początku mojej przygody jako kibica żużlowego przewijało się w Grand Prix mnóstwo zawodników. Błyszczał  techniczny arcymistrz Tony Rickardsson, zachwycał genialny startowiec Jason Crump, powoli wschodziła także gwiazda krnąbrnego Nickiego Pedersena. A Amerykanin w moich oczach wyglądał zawsze tak samo. Solidny, może nie zawsze na szczycie, ale pod względem kultury i sposobu wypowiedzi niedościgniony wzór. Oczywiście nie jestem w tym postrzeganiu Jankesa odosobniony. O podsumowanie kariery i kilka słów o samym zawodniku poprosiłem reportera nc+ i wielkiego miłośnika Czarnego Sportu, Łukasza Benza.

Greg Hancock przesympatyczny kowboj z Californi osiągnął to o czym marzy wielu zawodników. Być trzy razy mistrzem świata to naprawdę wielka rzecz. Amerykanin ma 44 lata ale woli używać stwierdzenia 2 razy 22 To kompletny człowiek i prawdziwy ambasador żużla. Żona, trójka dzieci, uczynność, wieczny uśmiech, determinacja i 3 tytuły mistrza Globu. Tak w skrócie można ocenić tego fantastycznego gościa. Zawsze się zatrzyma, porozmawia, uśmiechnie, da autograf. W życiu sportowym i prywatnym osiągnął już wszystko ale nadal mocno kręci go to co robi. Jednym z wielkich marzeń Grega, które pozostały mu do spełnienia to runda Grand Prix w USA, co ma szansę się spełnić niebawem. Musimy mieć świadomość, że tego gościa zabraknie niedługo na żużlowych arenach, ale pamięć o nim nie zginie i uważam, że Mr. California nadal będzie robił wielkie rzeczy dla czarnego sportu. Wszyscy go w tym wspierają, bo jest to osobowość, która wydziela piorunująco dobrą aurę i jest zawsze oddana dyscyplinie. Dla mnie to prawdziwa przyjemność móc śledzić przez długie lata karierę tego zawodnika i jak całe środowisko żużlowe cieszyłem się jak dziecko kiedy trzeci raz wkładał koronę mistrza na głowę – tak skomentował postać Herbiego dziennikarz nc+.

W zasadzie można by na tym zakończyć, ale warto było poznać opinię na temat Hancocka od jednego z nas, kibiców. Krzysztof Czyż, redaktor naczelny portalu wiedzasportowa.pl oraz miłośnik wrocławskiego żużla tak wspomina spotkanie Grega:

Pamiętam, jak byłem mniejszy to chodziło się z bratem na żużel i marzyło o autografach od żużlowców. Bardzo się martwiliśmy, że nie możemy wejść do parkingu, ale zobaczył nas Hancock i od razu rzucił nam dwie przepustki, obdarował nas czapkami i zdjęciami. Po wszystkim poznał nas z innymi żużlowcami. Właśnie dlatego jest moim idolem z dzieciństwa – wspomina Krzysiek.

fot. Krzysiek Czyż | źródło: własne
fot. Krzysiek Czyż | źródło: własne
fot. Krzysiek Czyż | źródło: własne
fot. Krzysiek Czyż | źródło: własne

15 lat w Rospiggarnie i dopiero w 2010 roku przejście do Piraterny Motala w Elitserien.  To pokazuje mentalność Grina, nie zmienia barw klubowych kiedy nie musi. W Polsce jest inaczej, bo tak już wygląda nasz rynek. W obecnym sezonie w Unii Tarnów zanotował średnią biegopunktową na poziomie 2,32, lecz to nie było najważniejsze. Janusz Kołodziej, Martin Vaculik, Artiom Łaguta i cały dream team Jaskółek zawsze podkreślali, że to Greg „rządzi” w parkingu, ale rządzi w dobrym tego słowa znaczeniu. Podpowie juniorom, doradzi doświadczonym jak jechać na danym torze, pomoże przy sprzęcie.

Tego lata, kiedy bił rekord wieku Mistrza Świata, stało się coś nieprawdopodobnego. Po 177 turniejach cyklu, Herbie przegrywa z kontuzją i pierwszy raz zrezygnował ze startu w Grand Prix w duńskim Vojens. Unosiła się wówczas atmosfera pustki. Nie przeszkodziło mu to, aby zostać po raz trzeci Indywidualnym Mistrzem Świata, z szerokim uśmiechem odebrał złoty medal i oświadczył, że wcale nie ma dość. My również nie mamy. Nawet nikt nie zamierza płakać, że Hancock odebrał rekord naszemu Tomaszowi Gollobowi.

1 KOMENTARZ

Zostaw odpowiedź