Warriors górą! MVP, ku uciesze wielu polskich ekspertów, został Andre Iguodala. Nie było mi dane obejrzeć szóstego meczu na żywo. Niezwykle nad tym ubolewam. Korzystając z błogosławieństwa League Passa nadrabiam właśnie nocne zaległości. Niestety, znam już rezultat, choć przy porannych przeglądzie sieci zaciekle pomijałem Twittera, Facebooka i wszelkie strony internetowe, który mogły popsuć mi niespodziankę. Przeoczyłem zagrożenie ze strony… Snapchata, za co zapłaciłem brakiem (aż tak wielkich) emocji przy oglądaniu powtórki. Na bieżąco, choć już nie tak gorąco, spisuje swoje najświeższe spostrzeżenia. 

Pierwsza kwarta
  • Draymond Green jest niesamowity. Na początku serii wbijając się pod kosz próbował kończyć wszystko na kontakcie lub wymusić przewinienie. Nie trafiał, nieczęsto wędrował na linię. Po spotkaniu numer 3 poszedł po rozum do głowy (zapewne wraz ze sztabem trenerskim Warriors) i popracował nad floaterem, który z miejsca zaczął przynosić fantastyczne rezultaty. Wielu rozgrywających chciałoby dysponować takim floaterem jak, posiadający budowę tura, Green.
  • Gdyby nie Tristan Thompson Cavs polegli, by w 4-5 meczach. Jego agresja w walce na tablicach i pomalowanym była wielokrotnie zbawieniem dla bolejącej ofensywy Kawalerzystów. Nie zmienia to faktu, że bez rzutu z półdystansu, kiepskimi manewrami na post-up i przeciętnej obronie z pomocy, facet absolutnie nie zasługuje na maksymalny kontakt, którego ponoć się domaga.
  • Zawodnicy Cleveland zapomnieli, że nie grają już w NCAA. 3 razy nie wyrobić się w 24 sekundy! I to w ciągu zaledwie 12 minut! Imponujący sukces defensywy Warriors i zatrważająca indolencja w ataku gospodarzy.

  • Steph Curry wrócił na dobre, jego wyjścia z pułapek, które zakładają na nim Cavs, kiedy MVP gra pick n’rolla, mogą służyć za podręcznik dla młodych adeptów basketu.
  • David Blatt uznał Andre Iguodalę za drugiego Tony’ego Allena. Posadził na „Iggy’m” Rosjanina, ale ten nie jest tak fatalnym strzelcem jak gracz Grizzlies. Andre każe Cavs, choć jego skuteczność pozostaje daleka od ideału.
  • Ależ ten LeBron krzyczy, kiedy myśli, że jest faulowany… Pasowałby do Clippers.
Druga kwarta
  • Timofey Mozgov na coś się przydaje. W ataku tylko ścina pod kosz, jego efektywność już jednak nikomu nie imponuje. Odnalazł się za to jako shot-blocker. Trzy czapy sprzedał Warriors w kilka minut, całkiem efektowne trzeba przyznać.
  • Cavs dalej tracą gałę. 15 strat w niecałe 20 minut. Aż dziw, że mimo to wciąż pozostają w grze. Warriors mają w tym momencie 2 straty.
  • Draymond Green powoli staje się Dennisem Rodmanem dzisiejszej NBA. Już nie tak szalonym i narwanym, jakby przystosowanym do obecnego wizerunku ligi. Jego energia i pewność siebie zaraża, a to jak stawia zasłony… Uff, przypomina się Moria i Gandalf krzyczący do Barloga: „Nie przejdziesz!”

  • Po pierwszej kwarcie i wrzącym festiwalu strzeleckim Warriors przyszło ochłodzenie klimatu. Defensywa górą, jest twardo, wszyscy wiedzą o co grają. Iguodala, Klay Thomson i Iman Shumpert mają już kłopoty z ilością przewinień.
  • Za dużo penetrują Warriors. Barnes, Iguodala, Green – wszyscy nie czują się dziś swobodnie zza łuku. Mimo otwartych pozycji skracają dystans, punktów przeważnie z tego nie ma.
  • LeBron robi co może, Cavs są do przerwy tylko -2, ale to wciąż za mało, aby coś ugrać. Parafrazuję tu Jeffa Van Gundy.
  • Kawaleria żyje dzięki zbiórkom. Do przerwy zebrali z tablic 14 piłek więcej!
Trzecia kwarta
  • Dzieje się, Cavs wychodzą na prowadzenie.
  • Nie trwa ono długo, Barnes trafia za trzy, Mozgov fatalnie podaje, Shumpert łapie czwarty faul, wszystko wraca do normy. Green kąsi zza łuku, Cavs popełniają siedemnastą stratę – tak, bez wątpienia wraca. Warriors +7.
  • LeBron bardzo się dziś męczy, siłuje akcje, brakuje mu przestrzeni. Izolacje nie wyglądają już tak dobrze jak w poprzednich spotkaniach. W nogach ma za dużo minut.
  • Zatrudnienie Shauna Livingstona okazało się fenomenalnym ruchem Warriors. Facet może przejąć krycie od każdego, jest niezwykle inteligenty, do tego doświadczony. Jeszcze jeden X-factor, którego przeważnie nie widać w statystykach. Nie bez kozery Clippers wybrali go z 4. numerem w drafcie 11 lat temu.
  • Andre Iguodala świetnie wyprowadza szybki atak, kiedy zbiera piłkę w obronie można być niemal pewnym, że Warriors zapunktują.
  • Wyszedł zwierzak z Festusa Ezeli’ego! Agresywnie atakuje tablicę, kończy lob od Greena, a później potworną dobitką z faulem niszczy Mozgova. Andrew Boguta nie widać i nie słychać.

  • Warriors po cichu robią swoje, na minutę do końca trzeciej kwarty prowadzą piętnastoma punktami. Nie przegrali w tegorocznych Playoffs ani razu, jeśli wygrywali po 36 minutach. Nie przegrali też w całym sezonie, jeśli choć raz podczas spotkania byli +15. Zdarzało się to 57 razy!
  • Na trybunach grzecznie siedzi Dwayne Wade, serdeczny kumpel LBJ-a z poprzedniej ekipy. Wreszcie nie wrabiają go w robotę dla telewizji, co robił podczas niektórych spotkań finałowych.
Czwarta, czyli ostatnia kwarta
  • Warriors zaczynają bez Stepha Curry’ego. Za prowadzenie ataku zabiera się Leonardo Barbosa. Ławka Steve’a Kerra zdaje się nie mieć końca.
  • Cavs znajdują swój rytm i zdobywają nieco łatwych punktów. Po serialu punktowym 7-0, ich deficyt zjechał do 7 oczek!
  • Zmęczony jest Draymond Green. Walka na tablicach, stawianie zasłon, rollowanie pod kosz – kosztuje go to mnóstwo sił i zaczyna popełniać proste błędy. W kolejnych akcjach fatalnie podaje, notuje błąd kroków.

  • „Iggy” za trzy. Curry za trzy. +11 dla Warriors, nie ma szans, aby Cavs się wygrzebali.
  • 4:16 do końca spotkania, a Klay Thompson ląduje poza grą za przekroczenie limitu fauli. Steve Kerr pozostaje spokojny, jego Wojownicy mają nadal dwucyfrową przewagę.
  • Strategia Hack-a-Iggy wchodzi w życie. Cleveland nie ma jednak przekroczonego limitu fauli w tej części gry, Barbosa zastępuje Andre zanim cokolwiek spowolni Warriors.
  • Cavs uwierzyli, że są Warriors. Wydawało im się, że nie tylko są w stanie odrobić straty, ale jeszcze zrobić za pomocą rzutów z dystansu. Dobrze, że cegły ciskane przez Kawalerię nie połamały obręczy.
  • Trafił dwa razy Smith, nadzieja umiera ostatnia. 55 sekund do końca, Warriors prowadzą ośmioma punktami.
  • Draymond Green pudłuje dwa wolne, LeBron kończy łatwy lay-up. Cavs walczą. LeBron pada z nóg.
  • Smith za trzy! Dochodzą na 4 oczka! Z gładkiej obyczajówki zrobił się solidny thriller. Pół minuty do końca, Steph Curry trafia oba wolne.
  • J.R. Smith tym razem się myli, Iguodala trafia tylko raz, ale LeBron pudłuje fatalnie! To zmęczenie, inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Nadzieja po raz kolejny okazuje się matką głupich.
  • 10 sekund przed końcem trener ściąga Jamesa z parkietu, który dostaje owacje na stojąco. Cała hala skanduje „MVP! MVP!”

  • Warriors wygrywają 105:97! Czas na święto! Miasto czeka na mistrzów świata!
MVP

Niesamowita historia wydarzyła się na naszych oczach za sprawą Andre Iguodali. Facet pierwszy raz w tym sezonie w wyjściowej piątce wyszedł podczas czwartego meczu Finałów. Od początku serii wykonywał brudną robotę ograniczając zapędy LeBrona Jamesa. Trafiał za trzy, pudłował z rzutów wolnych, rozprowadzał kontry. Zasłużył za serce, które włożył w tą serię. Jego statystyki: 16.3 punktu na mecz, 5,8 zbiórki, 4 asysty, 1,3 przechwytu podczas niespełna 37 minut spędzanych na parkiecie. Zwycięstwo Warriors to jednak wygrana zespołu. W przypadku Cleveland byłoby zupełnie inaczej.

Na koniec smaczki z ostatniego meczu w zwolnionym tempie. Nie do uwierzenia, że to już koniec!

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź