Thomas Morgenstern do niedawna zachwycał nas na skoczniach narciarskich całego świata. Złote dziecko austriackich skoków – nie dość, że niezwykle zdolny, to jeszcze ujmujący pod względem charakteru. Zawsze rywalizował fair play, z uśmiechem umiał godzić się z porażkami i w sposób elegancki cieszyć ze swoich sukcesów, których miał bez liku. Thomas tego lata powiedział „dość” skokom narciarskim i pożegnał się z kibicami. To, że Austriak już nie zachwyci nas dalekimi skokami i nienagannym stylem nie znaczy, że ostatecznie pożegna się ze sportem. Po prostu zaczyna nowe, inne życie.

Kiedy tak młody zawodnik jak 27-letni Thomas Morgenstern kończy karierę, w głowie pojawia się czerwona lampka. „Dlaczego?” – zapytają mało znający temat skoków narciarskich. „Mógł jeszcze wiele osiągnąć”. Z pewnością mógł, ale wbrew pozorom to było dwanaście lat pięknej kariery, pełnej wzruszeń, radości. Morgenstern jest w końcu multimedalistą wszystkich najważniejszych turniejów. Austriak ma na swoim koncie m.in. indywidualne mistrzostwo olimpijskie z Pragelato. Jest również złotym medalistą olimpijskim w drużynie. Kariera Thomasa Morgensterna to nie tylko same sukcesy, ale również porażki czy upadki (dosłownie), po których jednak zawodnik zawsze potrafił się podnieść. Po tym ostatnim, niezwykle groźnie wyglądającym upadku na skoczni Kulm w Bad Mitterndorf 10 stycznia 2014 roku, popularny „Morgi” także się podniósł i wrócił w oszałamiającym tempie na olimpijskie zmagania w Soczi. Tam indywidualnie odnotował miejsca nr 14 i 40, ale już w drużynie zdobył medal srebrny. To się nazywa determinacja i duch walki! Między innymi właśnie dzięki takim wyczynom Thomas Morgenstern to żywa legenda skoków narciarskich. Jednak sam sport to nie wszystko – osobowość Morgensterna również jest wyjątkowa.

Dla osób, które mają w pamięci poprzedni sezon decyzja Thomasa Morgensterna jest oczywista.  Wpływ na jego wybór miał z pewnością wypadek na austriackiej skoczni, nomen omen, w Kulm i uraz (dyskomfort psychiczny), który po nim odczuwał. Okoliczności kontuzji, której nabawił się Austriak były przerażające. Wszyscy zamarli i bali się o zdrowie „Morgiego”, ale on, niczym kot, wyszedł z opresji cało. Fizycznie, bo jak już wcześniej wspomniano – mentalnie radość ze skakania się skończyła. Dla nikogo nie byłoby tak ogromnym zaskoczeniem, gdyby Thomas powiedział „pas” po sezonie zimowym, ale on, jak wojownik, wystartował jeszcze na olimpijskim turnieju w Soczi (!), zaledwie kilka tygodni po wyjściu ze szpitala i na skoczni H-95 zajął miejsce 14., a ze swoją drużyną wywalczył srebro rosyjskiej Olimpiady. Historia wyjątkowa. Tym bardziej nikt nie spodziewał się, że w „Morgim” może być jeszcze jakaś wątpliwość a propos skakania. Jednak była, a on po długich przemyśleniach z rodziną zdecydował o końcu kariery. Szkoda, ale wszyscy zgodzili się z jego decyzja, zwłaszcza kibice, których żal przeplatał się z wyrazami wdzięczności i szacunku za wszystko co Thomas Morgenstern zrobił. Warto przypomnieć tutaj rolę polskich fanów. Oprócz tego, że jest ich bardzo dużo w szeregach fanów Austriaka, to warto wspomnieć o niezwykłej sytuacji, jaką był taniec wykonany przez kibiców w czasie Pucharu Świata w Zakopanem specjalnie dla Thomasa Morgensterna. Skoczek wracał wtedy do zdrowa po feralnym wypadku w Kulm, a całą sytuacją był szczerze wzruszony. W sumie kto by nie był? 20 tysięcy ludzi tańczy i podskakuje dla jednego człowieka? To musi robić wrażenie!

Mistrz olimpijski oraz świata – indywidualnie i drużynowo, zdobywca Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni, mistrz świata juniorów – to najważniejsze zwycięstwa, które w swojej niesamowitej karierze osiągnął Thomas Morgenstern. Imponujące, że tak młody człowiek mógł tyle wywalczyć w sportowej karierze. Szkoda, że wypadki właśnie tak się potoczyły, z żalem mówią o tym kibice, eksperci, ale nawet sami skoczkowie, w tym Polacy, którzy twierdzą, że „Morgiego” będzie bardzo brakować na skoczniach świata. My, Polacy możemy mieć do Thomasa Morgensterna, oprócz sentymentu ze względu na wspaniałą osobowość, również wdzięczność, bo dzięki jego czujnemu myśleniu Polacy, po korekcie błędnej noty Norwegów w konkursie drużynowym mistrzostw świata w Val di Fiemme, mogli stanąć na trzecim miejscu podium. Przypomnijmy, że Andreas Bardal dostał wówczas dodatkowe punkty za obniżoną belkę do swojej noty, mimo że próg obniżony faktycznie nie był. 7,7 punktu w tym wypadku zrobiło różnicę i dzięki temu to Polacy mogli cieszyć się z medalu. Jak dobrze pamiętamy, Piotrek Żyła obiecał wtedy Morgensternowi jakąś „flaszkę” za ten gest fair play.

Thomas Morgenstern kończy ze skokami w praktyce, ale być może pozostanie przy teorii. Z pewnością niejedna telewizja zechce rozpocząć współpracę z utytułowanym skoczkiem w roli prowadzącego, eksperta czy komentatora. Doświadczenie osób będących w samy sercu wydarzeń jest niezwykle autentyczne dla widza, co z kolei przemawia za tym, aby daną stację, która ma w szeregach taką osobowość, oglądać. Zawsze pozostaje druga pasja „Morgiego”, czyli samoloty, o których nieraz opowiadał. Jako licencjonowany pilot teraz będzie mógł oddać się szybowaniu naprawdę wysoko, jeszcze bardziej niż mógł to czynić na skoczni. Sport ten, choć inny, też ma wspólne strony ze skokami narciarskimi – w obu przypadkach zawodnik znajduje się w powietrzu i może poczuć się jak ptak. Thomasa Morgensterna będzie nam na skoczniach brakować, ale nie zmienia to faktu, że decyzja, jaką podjął Austriak jest naprawdę dojrzała i mądra.

1 KOMENTARZ

Zostaw odpowiedź